post

Andrei Gusov: W Tychach zostawiłem trochę zdrowia!

O trudach minionego sezonu, nowych wyzwaniach przed mistrzami Polski i budowie drużyny na sezon 2019/20 rozmawialiśmy z trenerem GKS-u Tychy Andrejem Gusovem.

Jacek Kopciński: Trudniej jest obronić mistrzostwo niż zdobyć je po raz pierwszy?
Andrei Gusov: – Oczywiście, że tak. Każdy chce ograć mistrza. Już w sezonie zasadniczym było to widać. Drużyny walczyły z nami z podwójną energią, a w play-offie wszyscy widzieli jak to wyglądało. Każdy chciał wyeliminować drużynę GKS-u. My się nie daliśmy, ale naprawdę sporo nas to kosztowało. W rozmowie z Grzegorzem Bednarskim powiedziałem, że w Tychach zostawiłem trochę zdrowia (śmiech).

JK: Był w tych play-offach jakiś przełomowy moment?
AG: – Przełomowych momentów było naprawdę bardzo wiele. Cała seria z Gdańskiem była bardzo ciężka, z Podhalem podobnie. Nie mogę wyróżnić jednego meczu, bo było ich bardzo dużo. Oczywiście szczególnie ważne były szóste spotkania w Gdańsku i w Nowym Targu. W tych momentach drużyna pokazała, że ma ogromny charakter i potrafi odwrócić losy rywalizacji z bardzo ciężkiej sytuacji.

JK: GKS dwukrotnie w play-offach przegrywał 2:3. Co mobilizowało pańskich zawodników do jeszcze lepszej gry w takich momentach?
AG: – Mamy prawdziwy kolektyw. Wszyscy razem byli w tych ciężkich sytuacjach. Było widać, że drużyna chce i, że drużyna potrafi.

JK: Przed tym sezonem mówił pan, że chciałby pan, aby całą drużyna trenowała razem już od początku. Jest to wykonalne przed sezonem 2019/20?
AG: – Chcę właśnie usiąść z prezesem i porozmawiać o wizji włodarzy na nasze przygotowania. Chciałbym, aby wszyscy pracowali razem od początku, ale musimy przedyskutować jeszcze kwestie finansowe. Nie wszystko zależy od mojej chęci. Od przyszłego sezonu startuje także Liga Wyszehradzka. Występować będziemy także w Lidze Mistrzów, więc o wszystkim będziemy musieli porozmawiać. Mamy sporo tematów na najbliższe dni.

JK: Na pewno wielu kibiców GKS-u Tychy zastanawia się, czy zostanie pan na stanowisku trenera „trójkolorowych”…
AG: – Mam ważny kontrakt z tyską drużyną. Umowa została podpisana rok temu na dwa lata. W przypadku zdobycia mistrzostwa kontrakt miał się automatycznie przedłużyć. Mam oczywiście oferty, ale są one z zagranicznych klubów. Myślę już nad przyszłym sezonem. W sobotę zdobyliśmy mistrzostwo, a w niedzielę zacząłem myśleć już nad ustawieniem na nowy sezon. Mamy taką pracę, że jednego dnia zdobywasz mistrzostwo, a drugiego musisz na nowo udowadniać wszystkim, że jesteś lepszy. Szkoda, że nie możemy cieszyć się z tego dłużej, ale dziś jest już nowy dzień i mam nadzieję, że nasi działacze myślą już nad wzmocnieniem drużyny. 

JK: Nie obawiał się pan, że zawodnicy nie wytrzymają trudów tego wyczerpującego sezonu?
AG: – Cały czas wierzyłem w chłopaków Wiem, że potrafią grać jeszcze lepiej. I pod względem indywidualnym i drużynom, i pod względem woli walki. Rozegraliśmy kilka naprawdę super meczów. Było w nich widać, że drużyna daje z siebie wszystko. Nie jestem jednak zadowolony z naszej gry z Cracovią. Myślę, że to głównie przez to, że tegoroczny play-off był bardzo długi – graliśmy go przez praktycznie dwa miesiące. Pod względem mentalnym zawodnicy nie mogą być na każdy mecz w pełni przygotowani. Play-offy powinny być rozgrywkami szybkimi, dynamicznymi. W tym sezonie brakowało emocji pucharowych. Mimo to chłopaki dzielnie walczyli, a w chwilach trudnych dawali radę.

JK: Ten sezon pokazał, że drogi na budowanie drużyny mogą być dwie – ta, którą preferował GKS i ten, który pokazała Cracovia… Liga open coś tu zmieni?
AG: – W najlepszych ligach hokejowych nacisk kładzie się na szkolenie młodzieży. Chętnie wziąłbym do pierwszej drużyny młodych wychowanków GKS-u Tychy, ale nie mam skąd ich brać. Ogromny progres miał w tym sezonie nasz obrońca Olaf Bizacki, ale… tylko on. Rozmawiałem z Henrykiem Gruthem na temat hokeja w Szwajcarii. Oni mają tam swoje fankluby, kluby juniorskie… Jeśli jakiś zawodnik nie nadaje się do pierwszej drużyny, to klub dysponuje kilkoma zespołami farmerskimi, gdzie może odesłać tego hokeistę. Działacze w PZHL-u muszą zacząć o tym myśleć. Jeśli kluby stać na ligę open i kontraktowanie 15-20 obcokrajowców, to dlaczego nie stać ich na szkolenie młodzieży, czy stworzenie drużyny farmerskiej? GKS to drużyna polska. Obcokrajowiec powinien ciągnąć drużynę, a jeśli tak nie jest, to powinien rozwijać się młody Polak.

JK: Który z zawodników zanotował największy postęp w tym sezonie? I który był liderem drużyny?
AG: – Sądzę, że Bizacki. Nie patrząc na jego gabaryty dawał sobie bardzo dobrze radę w PHL i w Lidze Mistrzów. Grał bardzo dobrze. Nie powiem, że mieliśmy jakiegoś jednego lidera. W każdym meczu dobrze grał ktoś inny. Cieszę się, że moja drużyna grała to, co sobie zakładaliśmy, ale dziwię się temu, że nasi teoretyczni liderzy grali świetnie w sezonie zasadniczym, a w play-offach już słabiej. Mówi się, że play-off, to czas, w którym o zwycięstwie decyduje trzecia bądź czwarta piątka. Tak chyba było w naszym przypadku.

JK: Jest jakaś drużyna, z którą chciałby pan zagrać w Hokejowej Lidze Mistrzów?
AG: – Jeszcze nie wiemy jakie drużyny zagrają, ale wiem, że możemy walczyć z każdym. Chłopaki udowodnili, że są w stanie wygrywać mecze w tych rozgrywkach, jak miało to miejsce w tym sezonie w meczu z Bolzano. Po tym zwycięstwie bardzo długo widać było ogromną radość w szeregach naszej drużyny. Ta wygrana motywowała zawodników do jeszcze lepszej postawy na treningach i meczach.