post

[FELIETON]: Moc jest w nich silna!

Rok 2015 powoli dobiega końca. Za kilka dni w Nowym Targu podsumowanie, czyli Turniej Finałowy Pucharu Polski. Warto więc pokusić się o jakieś podsumowanie.

Najpierw przypomnijmy sobie krótko mijające 12 miesięcy. Kibice mieli powody do zadowolenia. Reprezentanci Polski dobrze radzili sobie w turniejach z cyklu EIHC, pokonując na nich między innymi Ukrainę czy Francję. W maju otarli się o awans do światowej Elity w organizowanych w Krakowie Mistrzostwach Świata Dywizji 1A. O awans na zaplecze elity otarli się również młodzieżowcy, zajmując ostatecznie w swojej kategorii wiekowej II miejsce podczas rozgrywanych niedawno we Francji Mistrzostwach Dywizji IB w kategorii U20. Również dobrze spisywały się kluby – Ciarko PBS Bank KH Sanok awansował do III rundy Pucharu Kontynentalnego, a w styczniu w rundzie finałowej tegoż trofeum powalczą hokeiści z Piwnego Miasta. Całkiem dobrze w EUHL radzi sobie drużyna PPWSZ Podhale Nowy Targ.

Można więc powiedzieć,  że kończący się rok opływał w sukcesy. Są jednak pewne mankamenty, na które nie sposób nie zwrócić uwagi. Nie będę tu już wspominał o walkowerowej burzy, bo już kiedyś o niej pisałem (nie tylko ja) , poza tym temat jest już na prawdę dobrze znany i sowicie omówiony. Co jeszcze jest łyżką dziegciu w tej beczce miodu? Na pewno I Liga – a w zasadzie jej brak. Wprowadzenie dzikiej karty sprawiło, że rozgrywanie jej trochę straciło sens istnienia. Koszt wykupu takiej karty jest w prawdzie wysoki (ok. 200 tys. ZŁ) ale nawet w na zapleczu PHL występują kluby, które stać na jej zakup. A z kolei brak niższego poziomu rozgrywkowego mocno rozrzedza emocje w Ekstralidze, bo przecież nie trzeba martwić się o spadek. Przynajmniej tak mówi teoria, bo nie wiadomo czy coś poza PHL ruszy od przyszłego sezonu. A jeden poziom rozgrywkowy to za mało, jeżeli myśli się poważnie o stworzeniu mocnej ligi, która w Europie może powalczyć o wysokie cele. Wiem, GKS Tychy awansował do finału PK, ale niestety jedna jaskółka wiosny nie czyni.

A skoro mowa o PHL i drużynach w niej grających – czy potrzebne jest ich aż 12? Wyraz „aż” został tu użyty nie przypadkowo. Wiem że 12 zespołów to tyle co nic, ale to sprawdza się w przypadku krajów takich jak Rosja, Szwecja, Finlandia, których poziomu sportowego nie trzeba przedstawiać nikomu. U nas natomiast hokej w pewien sposób nadal raczkuje, więc rozgrywki trzeba prowadzić inaczej. Uważam że w Ekstraklasie powinno występować 8 zespołów, przynajmniej przez najbliższe kilka lat. Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniem. Załóżmy, że w tym sezonie w PHL gra 8 zespołów. Zostają nam 4 wolne. Akces do gry w I lidze zgłosiły 2 kluby – UKH Dębica i MH Automatyka Stoczniowiec 2014. Daje nam to 6 klubów, z których już ligę można stworzyć. Dałoby to wyższy poziom rywalizacji na obu szczeblach rozgrywkowych, ważny w sporcie, zwłaszcza w perspektywie długofalowego rozwoju.

Kolejnym tematem który wzbudził spore kontrowersje było wprowadzenie (a w zasadzie jego okoliczności) drużyny SMS Sosnowiec do PHL. Dla jasności – uważam ten pomysł za genialny i uważam, że czekaliśmy na podobny ruch zbyt długo. Niestety zawsze są jakieś ALE. Sama idea jest słuszna i godna pochwały, jednak wykonanie już pozostawia wiele do życzenia. Wprowadzanie takiej drużyny do rozgrywek na kilka dni przed jej startem to – nie bójmy się powiedzieć – spory brak profesjonalizmu. Rozmawiałem na ten temat z wieloma osobami, które wiedzą sporo o hokeju i niemal każdy ma identyczne zdanie – lepszym wyjściem było podjęcie decyzji przed tym sezonem, ale zrealizowanie już na następny. Trener Torbjörn Johansson nie miał za wiele czasu na poskładanie drużyny, a wielu Reprezentantów miało podpisane kontrakty w innych klubach, tak polskich, jak i zagranicznych, Powiedzmy sobie jasno – drużyna nie miałaby szans walczyć o medale, ale jeżeli Ci zawodnicy mają nas reprezentować na arenie międzynarodowej, to należałoby dobrać ich na zasadzie „najlepsi z najlepszych” a nie „najlepsi z tych, co zostali”. Być może tak zadziała to od sezonu 2016/17, jednak dalej ta rzęsa w oku pozostanie.

Na szczęście mijający rok 2015 miał również dobre aspekty.

Kwietniowe MŚ zapadną w pamięć polskim kibicom na długo. Mało kto chyba spodziewał się, że nasza kadra, która od dłuższego czasu nie mogła przebić się na zaplecze Elity, w rok po awansie, otrze się o promocję do hokejowego raju, gdzie stawialibyśmy czoła takim mocarstwom jak Rosja, Kanada, USA. Współpraca z duetem Bykow – Zacharkin zaowocowała. Mocno zaowocowała. Wiele nauczyli się zawodnicy, oraz obecny selekcjoner Jacek Płachta, kadra wreszcie otworzyła się na nowe – głównie młode – twarze i osiąga na prawdę zadowalające wyniki.  Nasze oczekiwania przerosły chyba również rezultaty jakie Tyszanie osiągają w Pucharze Kontynentalnym.  Awansowali do rundy finałowej i nie będą tam raczej chłopcami do bicia. Chapeau bas. Trzymajmy kciuki za wielki sukces klubowy polskiego hokeja. Jest nam potrzebny jak tlen. Również ukłony w stronę Reprezentacji U20, która do samego końca mocno walczyła o awans na zaplecze Elity w swojej kategorii wiekowej.

 

Przed sylwestrowym szaleństwem hokeiści skrzyżują jeszcze swoje miecze świetlne kije w jeszcze jednej kolejce PHL, oraz w Finałach Pucharu Polski. Także jeszcze emocje przed nami. Pokrzepiającym jest fakt, że w Nowy Rok 2016 wchodzimy z wielkimi nadziejami i dużym potencjałem hokejowym. Moc jest silna w naszych zawodnikach.

 

Na zakończenie – chciałbym wszystkim wam życzyć zdrowych, wesołych, pogodnych, ciepłych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, oraz szampańskiego Sylwestra, zabawy do białego rana i wszystkiego hokejowego w Nowym Roku!

Niech moc będzie z wami!

 

 

 

post

[FELIETON:] Walkowerowa burza

Zawrzało, oj zawrzało. 29 października wybuchła w polskim hokeju burza – PHL wydała oświadczenie, w którym informuje o weryfikacji meczu pomiędzy Ciarko PBS Bank STS Sanok a GKS Tychy (1:4) na walkower 5:0 dla Sanoka. Powód? Nic nowego w polskim hokeju – brak wymaganej ilości młodzieżowców w składzie. Jednak w tej sprawie są 2 wątki, które wszystkich zastanawiają.

Przede wszystkim – tyszanie mieli w protokole wymaganą ich ilość, jednak Bartek Pociecha w czasie rozgrzewki doznał kontuzji pachwiny, więc w meczu nie wystąpił. Sprawa została zgłoszona do lekarza zawodów oraz sędziego, więc teoretycznie GKS nie miał złych zamiarów. Jednak przepis to przepis – czterej młodzieżowcy to czterej młodzieżowcy.

W poprzednim sezonie podobną wpadkę zaliczyła Cracovia, jednak kosztowało ich to znacznie więcej, niż 3 punkty, jak w przypadku Tychów. Ale i sytuacja inna. Cracovia miała walkower pewny, bo młodych było za mało. Natomiast trenerom Tychów zabrakło czegoś, co nie wiem jak nazwać – nie chcę użyć zwrotów typu „sprytu” czy „cwaniactwa”. Można było przecież wpuścić Pociechę na lód, a ten zaraz po rozpoczęciu gry zjechałby do szatni. Nie jest on w końcu środkowym napastnikiem, więc nie musiałbym walczyć o krążek. A nawet jeśli sanoczanie wygraliby to wznowienie, to nie daliby rady tak szybko wjechać w tercję obronną Tychów, żeby Bartek musiał narażać się na pogłębienie kontuzji. Według Wojciecha Matczaka, sztab kierował się dobrem zawodnika i chwała im za to, ale z drugiej strony – jeden ruch łyżwą (a tyle wystarczyłoby, żeby Pociecha dostał się do boksu) chyba nie zakończyłby jego kariery, ani nawet nie pogłębił kontuzji? Jednak najczęściej podnoszonym argumentem przeciw klubowi z piwnego miasta jest fakt, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby mieć w składzie 5 czy 6 zawodników U23. Zrozumiałe dla mnie jest, że dążą oni do osiągania jak najlepszych wyników, a ich zaplecze może nie być na tyle mocne, aby przeciwstawić się drużynom seniorskim. Ale spójrzmy na to tak – w 45 minucie feralnego meczu było już 3-1 i jasne było, że Sanok ten mecz przegra. Czy w takiej sytuacji wysłanie na jedną zmianę formacji złożonej z samych juniorów doprowadziłoby do utraty gola, czy nawet zwycięstwa GKS-u? Jestem niemal pewien, że nie.

Drugim często poruszanym aspektem tej sprawy jest osoba pana Damiana Delekty. Jak powszechnie wiadomo piastuje on dwie funkcje – prezesa spółki Ciarko PBS Bank STS Sanok S.A. oraz jest ważną personą zarządzie PZHL-u, który to sprawuje bezpośrednią pieczę nad Polską Hokej Ligą. Nie sposób nie dostrzec w internecie podejrzeń, jakoby pan Delekta maczał palce w wyżej wymienionej decyzji władz polskiego hokeja. Z jednej strony jest to oczywisty atak kibiców tyskich na sanocki hokej, gdyż brak tu jakichkolwiek dowodów. Z drugiej strony w sprawie mogą być fakty o których nie wiemy, wszak celem drużyny przed sezonem był awans do czołowej szóstki. A całą sprawa faktycznie jest podejrzana, bo 13 dni to szmat czasu, a tyle właśnie minęło między meczem, a decyzją o walkowerze. Czym jest to spowodowane? Może cała sytuacja musiała być dokładnie przeanalizowana i przedyskutowana, a później skonsultowana z regulaminem? A może po prostu pewne osoby szukały pretekstu do takich a nie innych zagrań, chcąc osiągnąć taką, a nie inną korzyść? Nie mnie to rozsądzać. A pewnie całej sprawy by nie było, gdyby sprawa awansu lub jego braku byłaby klarowna. A tak, STS wciąż ma realne szanse na wejście do grupy silniejszej. Wróćmy jednak do prezesa. Jeżeli ma rzeczywiście udział w tej sprawie, to oczywiście jest to nic innego jak krzywda dla Sanoka. Tak, krzywda. Dlaczego? Wystarczy wejść w komentarza całej sprawy na dowolnym portalu internetowym, na którym jest ona opisana. Co więcej – wielu kibiców Sanoka twierdzi, że zespół na szóstkę nie zasługuje, z czym nawet ja się zgadzam, mimo iż jestem wiernym kibicem STS-u. Po prostu sportowo nie zasłużyliśmy na tę grupę, a jeśli mamy do niej trafić i przegrać każdy mecz, to może lepiej być dużą rybą w małym stawie?

Jest jeszcze jedna rzecz, którą wręcz muszę tu zawrzeć. Rozumiem rozgoryczanie tyszan, burzę wokół całej sprawy, teorie spiskowe etc. Ale uważam, że jeżeli ktoś nazywa siebie dziennikarzem, to powinien jakiś profesjonalizm zachować, a przede wszystkim powstrzymać się od pewnych uwag. Mam tu na myśli niejakiego pana Włodzimierza Sowińskiego. Na łamach dziennika „Sport” można było znaleźć artykuł, zaczynający się od słów „Działacze z Sanoka chwytają się wszelkich sposobów, by znaleźć się w grupie silniejszej.” W artykule tym klarownie widać insynuację, jakoby zarząd sanockiego klubu imał się przekrętów, aby tylko awansować do czołowej szóstki. Nie twierdzę że tak było, czy że nic takiego nie miało miejsca. Irytuje mnie jedynie, że lwią część artykułu stanowi jedynie wypowiedź wyżej wspomnianego pana Matczaka. Brak w nim natomiast jakiegokolwiek, podkreślam jakiegokolwiek dowodu potwierdzającego jego tezę. Uważam, że sanockiego zarządowi należą się co najmniej przeprosiny. Gdybym natomiast zasiadał z zarządzie klubu, natychmiast zażądałbym na piśmie dowodu na zaistnienie takiej sytuacji lub przeprosin, w przeciwnym razie skierowałbym postępowanie na drogę sądową. Nie zależnie, jak potoczy się sprawa po zapowiedzianym odwołaniu przez GKS Tychy. Chodzi tu o dobre imię klubu z grodu Grzegorza.

Czy te punkty zmienią coś w układzie tabeli po pierwszych dwóch rundach sezonu zasadniczego, tego dowiemy się 15 listopada, po ostatniej przed podziałem kolejce. Może okazać się, że dla tyszan są one bez znaczenia, a nam uratowały życie, lub odwrotnie – Sanok i tak nie awansuje do grupy silniejszej, a Tychy pozostaną na obecnej, 3 pozycji. Jednak na to trzeba poczekać. Faktem zaś jest, że jedna nieroztropność w działaniach klubu z piwnego miasta, zaowocowała sporą burzą hokejową. Jak to się zakończy? Czas pokaże.