post

Marcin Kolusz: Rywalizacja wciąż jest otwarta!

O przegranej pierwszej bitwie półfinałowej, historii konfrontacji z GKS-em Tychy oraz grze w formacji obronnej rozmawialiśmy z zawodnikiem TatrySki Podhala Nowy Targ Marcinem Koluszem.

Pierwszy mecz rywalizacji półfinałowej z GKS-em Tychy przegrywacie 4:1. Jak ocenisz to spotkanie?
Marcin Kolusz: – Była to pierwsza z bitem, jakie nas czekają. Straciliśmy dwie bramki po własnych błędach. To ustaliło mecz pod drużynę GKS-u. Uważam, że generalnie zagraliśmy dobrze w defensywie, a w ofensywie troszkę zabrakło… Myślę, że wszystko jest jeszcze otwarte i zapraszamy do Nowego Targu.

To spotkanie pokazało chyba dobitnie, że w play-offach każdy błąd skutkuje stratą bramki…
MK: – Dokładnie tak, w tego typu meczach każdy błąd trzeba wykorzystywać. Na naszą niekorzyść tyszanie skrupulatnie to robili. Myślę jednak, że mecz do samego końca trzymał w napięciu i równie dobrze mogliśmy strzelić bramkę na 2:2. To jednak już historia, więc musimy myśleć już o piątku.

Przegraliście pierwszy mecz rywalizacji, ale porażkę w Tychach m musieliście chyba mieć wkalkulowaną w tę rywalizację…
MK: – Ogólnie w sport wkalkulowana musi być zarówno wygrana, jak i porażka. Oczywiście nie jechaliśmy do Tychów z nastawieniem, że przegramy ten mecz, bo wówczas moglibyśmy po prostu zostać w domu. Podeszliśmy do tego spotkania z nastawieniem, aby zagrać jak najlepiej i wygrać. Myślę, że mimo wyniku 4:1 nie było to nudne widowisko.

Z Toruniem potrzebowaliście czasu, aby „wejść” w odpowiedni rytm. Teraz może być podobnie?
MK: – Z Toruniem było troszkę inaczej. Wówczas na rywalizację wpływ miała także bardzo długa przerwa po sezonie zasadniczym. Myślę, że na nikogo nie wpłynęła ona korzystnie, może jedynie na Cracovię (śmiech). Teraz to dopiero pierwszy mecz, inny przeciwnik, inna stawka. Musimy pamiętać, że GKS to obecny mistrz Polski, który ma w składzie wielu bardzo dobrych zawodników. Myślę, że to właśnie na Tychach ciąży większa presja wygrana tej rywalizacji i prowadzenie gry w kolejnych meczach niż na nas. My chcemy grać hokej, który sobie założyliśmy. Jeśli będziemy grać tak, jak sobie zaplanowaliśmy, to jestem pewien, że wygramy. Będziemy dążyć do tego!

Patrząc na najnowszą historię rywalizacji z Tychami, to nie wygląda ona dobrze da „Szarotek”. Dwie serie przegrane, w tym sezonie na pięć meczów wygrany tylko półfinał Pucharu Polski…
MK: – Ja przesądny nie jestem i nie wierzę w takie zabobony. Jesteśmy inną drużyną niż rok temu. Dla mnie wynik tej rywalizacji jest wciąż sprawą otwartą i tylko od nas zależy, jak ta seria będzie wyglądać.

Jesteście inną drużyną, bardziej doświadczoną, ale to ogranie zawdzięczacie chyba m.in…. młodym Finom, którzy dołączyli do Podhala?
MK: – Na pewno wnieśli solidność, która cechuje Finów. Są pewnymi punktami naszej drużyny. Bardzo się cieszę także z tego, że drużynę w tym sezonie prowadzi Tomasz Valtonen. Nasza współpraca bardzo dobrze się układa. Życzyłbym sobie więcej takich trenerów, w seniorach, ale i przede wszystkim w juniorach. Cieszę się, że mogę z nim współpracować. Myślę, że każdy z nas nauczył się czegoś i zrobił kolejny krok w swojej karierze.

Ten trener też na stałe odesłał cie do linii defensywnej…
MK: – Na obronie po raz pierwszy zacząłem grać dzięki trenerowi Kalacie Wówczas Podhale było jeszcze w 1. lidze. Miałem swoje epizody na tej pozycji także i w GKS-ie Tychy. Gdy brakowało nam obrońców, to trener Szejba „oddelegowywał” mnie do defensywy. Nie ma dla mnie różnicy gdzie gram. To jest wciąż ten sam hokej i staram się wywiązywać ze swoich obowiązków najlepiej, jak potrafię.