post

„Maszyna” Andreja Gusowa gotowa do gry

Po miesiącach przerwy na lodowisko wrócili tyscy hokeiści. W specjalnym wywiadzie dla Planet of Hockey ich szkoleniowiec postanowił opowiedzieć o przygotowaniu swojej „maszyny”. Druga część wywiadu w już wkrótce w specjalnej formie na naszej stronie!

Paulina Laby: – Za kilka dni pierwszy sparing z Unią Oświęcim, będzie to bardziej rozegranie, czy już nawiązanie walki?
Andrej Gusow: -Walka raczej nie. Po pięciu miesiącach przygotowań i urlopów nie będziemy mówić o jakimś wielkim hokeju, a bardziej o rozegraniu zawodników na lodzie. My poprzez takie spotkania będziemy przygotowywać się do Ligi Mistrzów i patrzeć jak nasi zawodnicy przetłumaczyli sobie w głowie to czego my od nich wymagamy. Być może nastąpią jakieś zmiany taktyczne, bądź w składach.

Zaczęliśmy sezon przygotowawczy, do zawodników podchodzi Pan indywidualnie czy jesteście jedną grupą i każdy jest traktowany równo?
-Pracujemy bardziej jako drużyna, bo jest to sport zespołowy. Oczywiście patrzę, obserwuję i rozliczam każdego indywidualnie. Zawodnicy powinni wykonywać swoją pracę zarówno na tafli, jaki i „na ziemi”. Chciałbym, żeby ta drużyna była jedną rodziną, aby zawodnicy byli wszyscy razem i tworzyli jedną maszynę. Atmosfera jest obecnie bardzo dobra, mimo, że hokeiści przechodzą przez bardzo ciężki okres przed sezonem. Trenujemy po 5-6 godzin dziennie. Pracujemy nie tylko na lodzie, ale także na siłowni.

W minionym sezonie podczas przygotowań zawodnicy narzekali na zbyt duże obciążenie, czy w tym okresie przygotowawczym plan treningów i obciążeń został wykonany w całości tak jak sobie Pan założył?
– Myślę, że obecnie są już przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. Trenowali podobnie cały poprzedni sezon, dlatego teraz chłopcy wiedzą o co chodzi i lepiej im to wychodzi. Oprócz tego należy dodać, że gdy ludzie widzą, że praca, którą wykonują daje efekty, to starają się robić to jeszcze lepiej. Tak też jest w tym wypadku, aby w przyszłym roku po sezonie znowu móc podnieść ten wywalczony i wymarzony puchar.

Dyspozycja zespołu w poprzednim sezonie wynikała właśnie z dobrego przygotowania, czy to może dobre założenia taktyczne ustalone przez Pana, które wykonywali hokeiści?
-Wszystko ułożyło się w jedną całość. Atmosfera w drużynie również była bardzo dobra. Współpraca między drużyną, a sztabem trenerskim i działaczami była na plus. Nie mieli do nas pretensji, nie wtrącali się w naszą pracę i dali nam spokojnie pracować. Dodatkowo udało nam się wzmocnić przed play-off’ami, co z pewnością nam pomogło. Przede wszystkim to sami hokeiści chcieli pokazać kibicom po ubiegłych sezonach, że w końcu zasługują na mistrza. Jeszcze raz dziękuję chłopakom, że wytrzymali tę ciężką pracę, którą im oferowałem. Dużo pracowaliśmy taktycznie i fizycznie, rozmawialiśmy z zawodnikami, oglądaliśmy wideo prawie po każdym meczu, a w play-off’ach codziennie. Analizowaliśmy, wskazywaliśmy chłopakom jak lepiej mogą zagrać w takiej, bądź innej sytuacji i to wszystko dało swoje skutki.

Do drużyny dołączył ostatnio także Andrei Mikhnov, który ostatnie 5 lat spędził na Białorusi. Czy zawodnik spełnia oczekiwania? Był to ktoś z polecenia, czy może własna obserwacja?
– Tego zawodnika widywałem już wcześniej na białoruskich lodowiskach. W każdej drużynie, w której był pozostawał liderem i czołowym zawodnikiem. Tak samo prezentuje się w reprezentacji Ukrainy. Jego statystyki pokazują, że prezentuje bardzo dobrą formę. Na razie jednak nie mogę nic więcej powiedzieć, bo rozliczam zawodników po meczu. Teraz pracuje jak wszyscy i nie narzeka (śmiech).

Jak ocenia Pan to, że zawodnicy z Kanady i Rosji sami przygotowują się do sezonu?
-To pytanie należy chyba kierować do naszych działaczy, bo tutaj chodzi raczej o zakres finansowy. Ja chciałbym, aby cała drużyna przyjeżdżała na przykład 15. lipca i żebyśmy wszyscy mogli pracować. Dla mnie to jest normalne. Teraz zwodnicy przyjadą i zobaczymy. W zeszłym roku było im bardzo ciężko wrócić do formy jakiej oczekiwałem. Wiadomo, że przygotowanie się na własną rękę jest trudniejsze. Gdy my tutaj pracujemy, mamy większe obciążenia niż w indywidualnej pracy. Na razie jednak nie widziałem chłopaków i może opowiadam bajki, bo oni przyjadą świetnie przygotowani (śmiech).

Mateusz Bepierszcz nie znalazł miejsca w drużynie. Było to spowodowane czynnikami zewnętrznymi, czy nie spełniał on Pana oczekiwań?
-Mateusz decyzję, że odchodzi podjął pod moją nieobecność. Gdy wróciłem z urlopu zostałem poinformowany, że został zawodnikiem Cracovii. Być może było to spowodowane tym, że jest na mnie obrażony za to, że w poprzednim sezonie nie grał w tych najważniejszych meczach. To była moja decyzja i w tamtym okresie byli zawodnicy, którzy prezentowali się zdecydowanie lepiej. U nas w drużynie grają chłopcy, którzy w danej chwili wyglądają lepiej. Nie mam żadnych pretensji do Mateusza, życzę mu dużo zdrowia, powodzenia w Cracovii i wielu dobrych występów.

Kogo na chwilę obecną brakuje w drużynie?
-Nie ma Cichego, Szczechury i problemy z wizą ma Klimenko, który od dwóch tygodni próbuje wydostać się z Moskwy.

W tym sezonie pierwszy mecz rozgrywany z GieKsą, będzie ostra walka od samego początku?
-Z GieKSą walka będzie zawsze patrząc na zawodników, kibiców i to jak zachowywali się zarówno u nas jak i w Katowicach. Walka toczy się nie tylko na tafli, ale i kibice bardzo mocno reagują na to wszystko. Katowice dobrze się wzmocniły i będą dobre mecze.

To właśnie ich zawodnik – Bartosz Fraszko został odkryciem sezonu.
-Ten młody człowiek zagrał bardzo dobrze. Zapraszałem go do nas na ten sezon, ale powiedział, że tam wszystko mu odpowiada i nie chciał się do nas przenieść.

W zeszłym tygodniu został Pan wybrany głosami kibiców najlepszym trenerem minionego sezonu. Prawie połowa ankietowanych oddała swój głos na Pana. Jakie to uczucie mieć ten tytuł?
-Oczywiście cieszę się i muszę przyznać, że pierwszy raz słyszę taką informację. Chciałbym podziękować swoim asystentom, chłopakom, których praca zadecydowała w jakimś stopniu o tym tytule. Podziękowania należą się także kibicom, którzy głosowali.