post

#MłodziZdolni – Drogą taty na szczyt

Młody wychowanek Polonii Bytom, dla którego występ w tej drużynie był kiedyś dziecięcym marzeniem. Spełniło się tak samo, jak to, aby zagrać dla swojego kraju z orzełkiem na piersi. O tym, że trening jest nieodłączną częścią jego dnia i o tym, że jego talizmanem jest naszyjnik hokeisty

IMIĘ I NAZWISKO: Szymon Mularczyk
MIEJSCE URODZENIA: Bytom
WYCHOWANEK: Polonia Bytom
WIEK: 19 (24.08.1999)
KLUB: Polonia Bytom
POZYCJA: napastnik
PSEUDONIM: Mular
» Zawodnik seniorskiej i juniorskiej drużyny Polonii Bytom
» Reprezentant Polski do lat 16, 18 i 20

Paulina Laby: Skąd zainteresowanie hokejem?
Szymon Mularczyk: Wyniknęło z tego, że tata także był zawodnikiem i trenował hokej na lodzie. Można powiedzieć, że zaraził mnie miłością do tego niesamowitego sportu, za co dziękuję.

To tata zabrał cię na pierwszy trening?
-Oboje rodziców towarzyszyło mi w drodze na niego.

Masz niespełna 19 lat, grasz już w pierwszej drużynie Polonii Bytom
-Tak, hokej trenuje od najmłodszych lat stąd jest to rzecz, w której się spełniam i potrafię ją najlepiej wykonywać, a każdy człowiek chce zarabiać na czymś co kocha.

Jeśli mowa o uczuciach.. Kto cię najbardziej wspiera?
-Głównie robią to rodzice wraz z dziewczyną. Zawsze mogę liczyć zarówno na nich jak i ich dobre słowo.

Ważniejsza jest rodzina czy sport?
-Rodzina, tak jak i hokej jest dla mnie bardzo ważna. Nie potrafię wybrać ważniejszej wartości w życiu. Są one dla mnie równorzędne. Gdyby nie rodzice pewnie bym nie trenował, a tak mogę się cieszyć z tego co robię.

Tęsknisz za bliskimi, gdy wyjeżdżasz na zgrupowania lub masz inne wyjazdy?
-Intensywność i częstotliwość treningów oraz takich wyjazdów sprawia, że tęsknota nie jest tak duża. Jednak wiadomo, że za bliskimi zawsze choć w niewielkim stopniu się tęskni.

Co czułeś gdy dostałeś pierwsze powołanie do kadry narodowej?
-Na pewno dumę z możliwości reprezentowania swojego kraju. W pewnym stopniu była niepewność, ale radość z tego, że mogę trenować na najwyższym poziomie z kolegami z innych klubów była większa. Swoje pierwsze powołanie dostałem na kadrę do lat 16. Odbywał się wtedy Turniej Czterech Narodów.

Pamiętasz pierwszego gola dla reprezentacji?
-Tak, strzeliłem go właśnie na swoim pierwszym powołaniu. Rywalizowaliśmy wtedy o wygraną z Litwą. Cieszę się, że moja bramka przyczyniła się do zwycięstwa naszego zespołu.

Gra dla reprezentacji daje ci więcej satysfakcji niż gra dla klubu?
-Z pewnością gra z orzełkiem w koronie na piersi motywuje. Jest to wspaniałe uczucie, które sprawia mi wielką radość i dumę.

Motywujesz się przed meczem? Pomaga ci to?
-Myślę, że na tym poziomie każdy podchodzi do tego indywidualnie, jednak zawsze dużą rolę odgrywa trener i kapitan drużyny. To oni przekazują nam wskazówki i pomagają psychicznie.

Jak często trenujesz?
-Każdego dnia. Jeśli nie mam treningu w klubie chodzę na siłownię. W weekend zazwyczaj odbywają się mecze, więc wtedy mam tylko rozjazd.

Znajdujesz dla siebie wolny czas? Jak go wykorzystujesz?
– Czasami go znajduje, poświęcam go najbliższym ale też odpoczywam i skupiam się na innych czynnościach, na które normalnie nie mam czasu z powodu meczów i treningów. Kiedy sezon się kończy lubię pograć w tenisa, pójść na basen i połowić ryby.

Utrzymujesz kontakt z kolegami z drużyny?
-Tak, często zdarza się, że spotykamy się wraz z kolegami z klubu lub kadry. Środowisko hokejowe jest mi najbliższe, dlatego też osoby, które tak jak ja w nim przebywają są mi bliskie i chętnie z nimi przybywam.

Lubicie robić sobie żarty w szatni?
-Ja zbytnio nie lubię. Niszczy to relacje w drużynie oraz te między poszczególnymi zawodnikami. Lubię, jak każdy traktuje się poważnie i z należytym szacunkiem.

Grasz dla Polonii, ale pewnie jak większość młodych hokeistów masz swój ulubiony klub, ligę i zawodnika.
-Zgadza się, ulubionym klubem jest Pittsburgh Penguin. Gra tam mój idol, Sidney Crosby, którego lubię od dziecka. Lubię ligę NHL, gdyż jest to najlepsza liga, a zawodnicy prezentują tam hokej na niesamowicie wysokim poziomie, o którym marzy każdy młody zawodnik.

Mówisz o marzeniach, a co jest twoim?
-Bardzo chciałabym, aby zdrowie towarzyszyło mi jak najdłużej i żeby moja kariera odbyła się bez żadnej poważnej kontuzji. Marzę też o tym, żebym cały czas mógł się doskonalić w tym co robię oraz by moja ciężka praca doprowadziła mnie do wybitnej formy sportowej i bardzo dobrego klubu. Dziecięcym marzeniem oczywiście jest gra w NHL i poznanie światowej klasy zawodników (śmiech)

Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, wiążesz ją z Polską Hokej Ligą?
-Sam nie wiem co przyniesie czas. Chciałbym spróbować swoich sił za granicą, zobaczyć jak tam wyglądają treningi oraz pragnąłbym wejść w nieco inny świat hokeja.

Co czułeś, gdy dostałeś swoją szansę w pierwszej drużynie Polonii?
-Czułem ogromna presję, ponieważ trenerzy dali mi szanse, która chciałem w pełni wykorzystać i pokazać się z jak najlepszej strony. Ilość kibiców była także nieco inna od tej, którą miałem w lidze juniorskiej co dodatkowo mobilizowało.

Który trener dał ci najwięcej jeśli chodzi o rozwój?
-Myślę, że każdy trener przyczynił się do rozwoju mojej kariery tego jak gram i w jaki sposób postępuje na lodzie. Chciałbym jednak podziękować z całego serca trenerowi Andrzejowi Secemskiemu. Za wiarę we mnie od dziecka i za to, że zawsze dawał mi możliwość rywalizacji ze starszymi od siebie.

Masz swoje talizmany?
-Mam naszyjnik. Złoty hokeista, którego cały czas noszę.

Gdybyś miał określić hokej w trzech słowach..
-Miłość, pasja i radość.