post

#MłodziZdolni – Drugie imię rywalizacji

Przez Centralną Ligę Juniorów, grę dla Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu, aż po seniorską karierę w rodzinnym JKH GKS Jastrzębie. W jego życiu był epizod siatkówki, którą zostawił na rzecz hokeja. Nie wyobraża sobie drużyny bez żartów, a najlepiej w kadrze wspomina trenera bramkarzy. O tym, że chce zagrać na Igrzyskach Olimpijskich, oraz o tym, że każda krytyka go kształtuje.

IMIĘ I NAZWISKO: Jakub Michałowski

MIEJSCE URODZENIA: Jastrzębie

WYCHOWANEK: JKH GKS Jastrzębie

WIEK: 20 (19.04.1998)

KLUB: JKH GKS Jastrzębie

POZYCJA: obrońca

» Zawodnik JKH GKS Jastrzębie

» Uczestnik Pucharu Polski w sezonie 2017/18

»Reprezentant Polski do lat 16, 18 i 20

» Były zawodnik SMS Sosnowiec

» Zawodnik Centralnej Ligi Juniorów

Jak to wszystko się zaczęło?

-Zaczynałem w podstawówce. Gdy zbudowali lodowisko chodziliśmy na nie ze szkoły w ramach lekcji wf-u i tam podpatrzył mnie trener. Zapytał, czy nie chciałbym przyjść na trening i wtedy złapałem bakcyla (śmiech)

W jaki sposób odkryłeś swoje powołanie i stwierdziłeś, że hokej to jest dyscyplina, na której chciałbyś zarabiać?

-Gdy byłem mały nie zwracałem na to uwagi. Grałem, bo sprawiało mi to radość, a z biegiem czasu zacząłem zdobywać wyróżnienia. 4 lata graliśmy w Czechach z chłopakami pochodzącymi z Jastrzębia. Rywalizowaliśmy z najlepszymi drużynami z Czech. Zaczęły się pierwsze zgrupowania kadry do lat 16, więc wiedziałem, że jestem na dobrej drodze.

Rodzice są równie mocno związani ze sportem?

-Tak, moja mama trenowała siatkówkę, a tata boks, więc można powiedzieć, że sportowa rodzina.

Ty sam próbowałeś swoich sił w którejś z tych dyscyplin?

-W podstawówce po zawodach szkolnych, trener siatkarskiego SMS-u zaprosił mnie na testy, które poszły mi dobrze i załapałem się do tej szkoły. Nie miałem jednak nawet przez sekundę myśli, żeby zamienić hokej na inny sport. Poszedłem na testy, bo chciałem się sprawdzić. Lubię rywalizację, więc stąd ten pomysł. A grać nauczyłem się na trzepaku pod blokiem. Miałem wtedy satysfakcję, że się tam dostałem. (śmiech). Trenowałem również boks, ale skończyło się na sparingach i trenowaniu od czasu do czasu dla urozmaicenia treningu.

Kto Cię najbardziej wspiera?

-Rodzice oraz dwie starsze siostry. Są ze mną od początku mojej przygody z hokejem i zawsze mnie wspierają. Można powiedzieć, że są dla mnie czasami czymś w rodzaju psychologów. (śmiech)

Tęsknisz za bliskimi, gdy masz dłuższe wyjazdy np. zgrupowanie kadry?

-Na pewno mi ich brakuje, ale w tych czasach są telefony czy facetime, więc nie jest tak źle.

Pamiętasz swój pierwszy mecz i bramkę?

-To był turniej w Czechach. Pamiętam, że były to rozgrywki minihokeja, ale nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć (śmiech)

Jakie uczucie towarzyszy, gdy dostaje się możliwość zagrania w kadrze?

-Wielka duma, zadowolenie i zawsze to jest świetny czas. Każdą kadrę wspominam bardzo miło.

Pierwszy mecz dla reprezentacji zagrałeś..

-Na kadrze do lat 16. Powołanie było na dwumecz z Francją.

Twój ulubiony trener kadry to ?

-Od każdego trenera można się czegoś nauczyć. Jeżeli chodzi o reprezentację, to bardzo dobrze wspominam Torbjörna Johanssona i Kirilla Korenkova. Tutaj trochę dziwna rzecz, bo ten drugi był trenerem bramkarzy, który po każdym treningu oraz meczu dawał niezły wycisk (śmiech).

Potrafisz przyjąć krytykę, czy przychodzi Ci to z trudem?

-Potrafię. Każda krytyka czegoś uczy i w jakiś sposób nas kształtuje.

Jak wygląda mobilizacja drużyny przed meczem? Potrzebujesz jakiegoś wyciszenia?

-Każdy mobilizuje się na swój sposób, muzyka, przemowa. Przed rozgrywkami zazwyczaj mamy playlistę, którą sobie włączamy. Niektórzy potrzebują wyciszenia i włożenia słuchawek do uszu, ale ja należę do grupy, która słucha tego co aktualnie leci z głośników w szatni.

Ile razy w tygodniu trenujesz?

-To wszystko zależy, ile mam meczów w tygodniu. Teraz ciężko stwierdzić. (śmiech)

Macie czas na regenerację?

-Mamy raz w tygodniu odnowę biologiczną oraz masaże, rozciąganie i rolowanie po treningach. Każdy jednak regeneruje się na swój sposób, który najlepiej na niego działa i najbardziej mu odpowiada.

Co lubisz robić w wolnym czasie?

-Lubię spotkać się ze znajomymi albo wyjść do kina. Czasami obejrzeć dobry film czy serial.

Masz dobry kontakt z chłopakami z drużyny?

-Tak. Nawet bardzo dobry, zarówno w szatni jak i poza nią.

Robicie sobie żarty?

-Oczywiście! W każdej drużynie, w której byłem, były też żarty. Wydaje mi się, że w każdej grze zespołowej takie występują. Świetnie działa to na atmosferę w drużynie.

Utrzymujesz dietę? Dbasz o to co jesz?

-Może nie jest to ścisła dieta, bo nie odmówię sobie czasami ciastka czy od czasu do czasu jakiegoś fast-food’a. Odżywiam się zdrowo pod okiem dietetyczki. Pod jej okiem wdrażam w życie różne dania oraz się suplementuję.

Odchodząc od tematów zawodowych. Masz swój ulubiony klub, ligę i zawodnika?

-Jasne! Klub to Washington Capitals, liga to NHL, a zawodników mam dwóch (śmiech). Nicklas Lindström i Erik Karlsson.

Zawodowe marzenie?

-Zagrać na Igrzyskach Olimpijskich.

Numer na koszulce, którą zakładasz jest istotny? 

-Kiedyś z numerem, który noszę grał Nicklas Lindström, więc dla mnie ma znaczenie.

Jakie wydarzenie z życia zawodowego najchętniej wspominasz?

-Awans reprezentacji U-18 w Rumunii.

Czujesz, że kibice pomagają wam w trakcie meczu?

-Zdecydowanie tak. Kibice zawsze są dla nas wsparciem w trudnych momentach

Gdybym nie był hokeistą, byłbym…

-Sportowcem. Może siatkarzem, a może bokserem (śmiech)

Dla mnie hokej w trzech słowach to..

Lód, pot, łzy