post

#MłodziZdolni – Drużynowy talizman szczęścia

Jego droga do kariery otworzyła się, gdy miał 6 lat. To wtedy poszedł na pierwszy trening w rodzinnej Krynicymieście, które żyje z hokeja i dla hokeja. Jego wola walki i ambicje pozwoliły mu po kontuzji przebić się do składu katowickiej GieKSy O tym, że jest jednym z „Sąsiadów” i o tym, że potrafi przynieść szczęście. 

IMIĘ I NAZWISKO: Patryk Krężołek 
MIEJSCE URODZENIA: Krynica Zdrój 
WYCHOWANEK: KH Krynica 
WIEK: 20 (14.09.1998)
KLUB: TAURON KH GKS KATOWICE 
POZYCJA: Napastnik 
PSEUDONIM: Krężoł

» Zawodnik TAURON KH GKS Katowice
» Zdobywca wicemistrzostwa Polski z TAURON-em KH GKS Katowice w sezonie 2017/18
» Uczestnik Pucharu Polski
» Reprezentant Polski w hokeju na lodzie do lat 16, 18 i 20
» Były zawodnik Centralnej Ligi Juniorów i  I ligi
» Absolwent NLO SMS Sosnowiec

Paulina Laby: Wychowałeś się w mieście, w którym hokej jest bardzo ważny
Patryk Krężołek -Tak, pochodzę z Krynicy Zdrój. Ten sport jest tam dla wielu osób sposobem na życie.  

Zainteresowałeś się hokejem, bo?  
Miłość obudził we mnie tata. On sam grał w klubie hokejowym. Podobnie jak mój wujek, Adam Kilar. Chciałem robić to co oni. 

Tata zabrał Cię na pierwszy trening? 
-Pamiętam, że było to gdy miałem 6 lat i właśnie zrobił to to tata. Później jeszcze dziadek. Koniec końców cała rodzina zaangażowała się w start mojej kariery (śmiech)  

Czyli cała rodzina związana jest ze sportem? 
-Nie do końca (śmiech). Tato skończył na grupach juniorskich, wujek był trenerem, ale też skończył. Zostałem ja i kuzyni, którzy obecnie grają w drugiej lidze.  

Potrafiłeś wcześniej jeździć na łyżwach? 
Jeździć potrafiłem od małego. W mieszkaniu robiłem przymiarki do kijaSąsiad lubił na mnie krzyczeć, gdy zdarzyło mi się uderzać nim o podłogę. (śmiech)  

Co skłoniło Cię do tego by iść w kierunku kariery hokejowej? Kiedy odkryłeś tę drogę?
-Wydaje mi się, że tutaj bardziej chodziło o to, że gra sama w sobie podobała mi się od dziecka. Zawsze ten hokej ze mną był. Wszystkie zdjęcia z dzieciństwa mam w kasku i z kijem. Później mi się to spodobało. Kontynuowałem swoją grę, zacząłem jeździć na kadry. Lubię to, uwielbiam i kocham. Przy okazji mogę na tym zarobić, więc same plusy (śmiech)  

Zawsze chciałeś trenować hokej na lodzie? 
-Był w moim życiu epizod piłki nożnej. Chodziłem do podstawówki o profilu sportowym i spędziłem w klubie piłkarskim jeden sezon. Później wróciłem do hokeja (śmiech).  

Jesteś absolwentem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Myślisz, że to liceum wiele Ci dało?
-Jeśli jest się młodym zawodnikiem to trenerzy wymagają od Ciebie większego nakładu pracy. Przykładają wagę do tego, czy dążysz do postawionych sobie celów i czy się rozwijasz. Starszy zawodnik to jest całkiem inna historia i  szkoła. Taki hokeista nie jest w stanie poprawić już swojej dyspozycji, formy bądź nawyków, które nabrał podczas kariery.  

Który trener najbardziej przyczynił się do Twojego rozwoju?
-Ciężko powiedzieć. Każdy dołożył swoją cegiełkę do tego, abym mógł teraz być tu, gdzie jestem. Na pewno wiele zawdzięczam trenerom z Krynicy. 

Kto Cię wspiera?
-Rodzina. Jest to nieodłączna cześć mojego życia. To oni przeżywają najbardziej to wszystko co mnie spotyka. Jeśli tylko mają okazję to pojawiają się na moich meczach i dopingują.  

Jeśli miałbyś wybrać między sportem a rodziną?
-Po raz drugi rodzina. Jeśli chodzi o wybieranie to są to jakieś niewielkie dysproporcje między tymi dwiema rzeczami.  

Brakuje Ci bliskich? Obecnie mieszkasz w Katowicach, a wszyscy ludzie, którzy są dla Ciebie ważni znajdują się zupełnie w innym miejscu.
-Tak, ale jestem już 4 lata poza domem. 3 lata w SMS-ie, teraz gram w GieKSie, więc tęsknota nie jest aż taka wielka. Miło jest wrócić do domu, spędzić czas z rodziną i z kimś porozmawiać.  

Co lubisz robić, gdy wracasz do domu?
-Przede wszystkim nie lubię siedzieć bezczynnie. Lubię leżeć, ale też bez przesady. Zazwyczaj coś sobie planuje, jakieś spotkanie czy wyjście. A nawet jeśli zostaje w domu to zawsze są jakieś filmy, seriale. Odpalam Netflixa, albo coś zjem(śmiech) 

Macie ze sobą dobry kontakt poza szatnią?
-Zdecydowanie tak. Lubimy z chłopakami się spotkać, pogadać, wyjść na kręgle. Spędzamy ze sobą dużo czasu.  

Z kim masz najlepszy kontakt?
-Z Sąsiadem, czyli Tomkiem Skokanem (śmiech)  

Sąsiadem? Skąd to się wzięło?
-Poznaliśmy się przez Maksa Bednarza z Sanoka. Ja zaprzyjaźniłem się z nim wcześniej, gdy jeździłem tam na różne turnieje Nadziei Olimpijskich. Później doszło do tego, że pojechaliśmy na kadrę do lat 16 z naszym rocznikiem i byłem w pokoju z Maksem i Tomkiem. Co zgrupowanie mieszkaliśmy razem i gdy nie mieliśmy co robić, zaczęliśmy oglądać Sąsiadów. I zostało „Sąsiedzi”  (śmiech)  

Jesteś w stanie przypomnieć sobie swój pierwszy mecz?
-Na chwilę obecną nie (śmiech). Pamiętam za to pierwszy mecz w ekstralidze. To było jeszcze w czasie gry dla SMS-u. Graliśmy z Tychach i była to porażka. Mimo to wspominam go bardzo dobrze. Kiedy gra się dla takiej drużyny jaką jest SMS nie patrzy się na wynik, ale na to, co gra z lepszymi od Ciebie może Ci dać. Mi dała bardzo wiele i pokazała hokej jaki prezentują na krajowym podwórku nasi zawodnicy. Te wszystkie spotkania miały jeden wspólny cel, rozwój młodych hokeistów.  

Pamiętasz pierwszego gola, którego strzeliłeś? 
-Była to bramka w meczu z Sanokiem. Graliśmy w osłabieniu i razem z Dominikiem Jaroszem udało się nam ją strzelić. Trochę przypadku, trochę szczęścia czyli jak przy każdej bramce. (śmiech)  

Co się czuje gdy się jedzie na zgrupowanie reprezentacji?
-Jest to ogromne wyróżnienie dla zawodnikaChwilaktórej tak po prostu się nie zapomina. Cudowne uczucie, gdy można zagrać z orzełkiem na piersi, ale też wielki stres. Generalnie fajne przeżycie (śmiech)  

Swoją szansę na grę w kadrze dostałeś w wieku..
-14 lat. Pojechałem wtedy na zgrupowanie reprezentacji Polski do lat 16 do Budapesztu. Byłem jednym z nielicznych z rocznika ’98. Z tego wszystkiego pamiętam jedynie adrenalinę, która mi towarzyszyła (śmiech)  

Którą reprezentację wspominasz najlepiej?
 z którą zrobiliśmy awans (śmiech) Każda kadra ma w sobie coś, czego się nie zapomina. Moment, w którym wywalczyliśmy awans jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym. Byliśmy bardzo zgraną ekipą, która pokazała, że potrafi walczyć i zdobywać najwyższe cele.  

Żałujesz, że ostatnio nie udało się reprezentacji do lat 20 pokonać Norwegii?
-Żałuję, że nie byłem w stanie pomóc chłopakom. Kontuzja wykluczyła mnie z Mistrzostw, przez co jedynie co mogłem zrobić to trzymać za nich kciuki. Nie udało się wygrać, ale było bardzo blisko. Norwegowie pokazali, że są lepsi technicznie. Serce i walka chłopaków były nieocenione. W tym spotkaniu to szczęście zadecydowało o tym, kto wygrał.  

Jeśli chodzi o trenowanie w GieKSie. Podpisałeś kontrakt, później wykluczyła Cię kontuzja. Jeszcze przed play off’ami byłeś gotowy do gry. Jak często trenujesz?
-Mamy raz dziennie trening na lodziea oprócz tego dorzucam coś od siebie. Czasami jest to siłownia, innym razem basen. Podczas przygotowania do play off’ów dajemy z siebie jeszcze więcej. Ja po kontuzji bardzo tego potrzebuje, sam czuje, że te treningi wiele mi dają.  

Ciężko było Ci wrócić do gry?
-Było ciężko, a dodatkowo nie pomagał fakt, że był to początek sezonu, podczas którego trener ustalał sobie piątki. Był to okres, kiedy wchodziłem w dorosły hokej, dlatego najtrudniejsze było to, by wrócić kondycyjnie i wbić się do pierwszego składu, co na szczęście mi się udało.  

Gdy grałeś pierwszy mecz dla Katowic to czułeś..
-Radość. Cieszyłem się, że trener tak szybko na mnie postawił i dał mi szanse.  

Swoje pierwsze kroki na lodzie stawiałeś w Krynicy, która obecnie nie znajduje swojego miejsca w Polskiej Hokej Lidze. Chciałbyś żeby ta drużyna kiedyś do niej powróciła?
-Oczywiście. To miasto żyje z hokeja i dla hokeja. Jestem całym sercem z chłopakami i mam nadzieję, że powrócą tam gdzie ich miejsce.  

Jeśli jesteśmy przy temacie sentymentów, przejdźmy do marzeń. Jakie jest Twoje zawodowe marzenie?
-Chciałbym zagrać w seniorskiej kadrze i najlepszej lidze, czyli NHL. Nie myślę o tym jakoś bardzo często i zawzięcie. Skupiam się bardziej na tym, co jest tu i teraz.  

Mistrzostwo Polski było w waszym zasięgu, czy można to nazwać niespełnionym marzeniem?
-To bardziej był cel (śmiech). Krok po kroku dążyliśmy do tego aby zostać mistrzamiRywal okazał się lepszy. Teraz przed nami dużo pracy i nowy sezonŻałuję, że tak to się zakończyło, bo z sezonu na sezon mam na swoim koncie jakieś mistrzostwo. Moja mama śmieje się czasami, że jestem takim talizmanem szczęścia. Gdzie nie pójdę tam zdobywam jakieś trofeum. (śmiech)  

Co się czuje, gdy się wygrywa z byłym Mistrzem Polski po przegranej w Pucharze i dodatkowo jest się strzelcem gola?
Niezależnie od tego z jakim mistrzem się wygrywa to zwycięstwo zawsze smakuje dobrze. Cieszę się, że strzeliłem bramkę i mogłem przyczynić się do zwycięstwa. Bardziej jest to chyba zadowolenie z samego siebie, że po kontuzji i takiej przerwie wróciłem silniejszy i rozpocząłem nową dobrą serię. Trzeba jednak pamiętać, że bramek nie strzela jeden zawodnik, a cała drużyna. Podziękowania należą się tutaj Radkowi Sawickiemu, który pozwolił mi wykończyć tą akcję.  

Z waszą drużyną zawsze są kibice. 
-Tak i to bardzo pomaga. Są naszym szóstym zawodnikiem. Osobiście lubię, gdy dopinguje nas wiele osób. Atmosfera na lodowisku jest zupełnie inna. To potrafi dać wielkiego kopa i napędzić do działania. 

Gdybym nie był hokeistą, byłbym..
-Sportowcem? (śmiech) Nie wiem, w dzieciństwie uprawiałem wszystkiego po trochu. Moim marzeniem jest fizjoterapia i gdzieś to siedzi w głowie, ale chyba byłbym piłkarzem. (śmiech)  

Trzy słowa określające według Ciebie hokej..
-Może nie będą trzy, ale pasja, ból i po prostu robienie czegoś co się kocha..