post

#MłodziZdolni – Hokej znaczy życie

Kiedy zaczynał był o wiele starszy  niż hokeiści, którzy rozpoczynają teraz swoją drogę na szczyt. Młody chłopak z Sanoka, który poznał już smak hokeja za Oceanem, a teraz po prostu cieszy się, że może być częścią katowickiej GieKSy. O tym, że miał być piłkarzem lub skoczkiem narciarskim i o tym, że największe oparcie ma w rodzinie. 

IMIĘ I NAZWISKO: Tomasz Skokan
MIEJSCE URODZENIA: Sanok
WYCHOWANEK: KH Sanok
WIEK: 20 (22.06.98)
KLUB: TAURON KH GKS Katowice
POZYCJA: obrońca
PSEUDONIM: Stachu

» Obecnie zawodnik TAURON-u KH GKS Katowice
» Zdobywca wicemistrzostwa Polski z TAURON-em KH GKS Katowice w sezonie 2017/18
» Uczestnik Pucharu Polski
» Reprezentant Polski w hokeju na lodzie do lat 16, 18 i 20
» Były zawodnik Kalkowska Rhinos  – kapitan zespołu juniorów
» Były zawodnik Centralnej Ligi Juniorów 

 

Paulina Laby: Dlaczego wybrałeś w swoim życiu grę w hokeja?
Tomasz Skokan -Nie wiem (śmiech)  

W takim razie jak to wszystko się zaczęło? 
-Z tego co pamiętam, wybudowali nowe lodowisko w Sanoku i po prostu poszedłem na mecz. Wtedy też spodobało mi się to pierwszy raz no i tak już zostało. Na pierwszy trening poszedłem dość późno, bo miałem około siedmiu, bądź ośmiu lat.  

To całkiem dużo, jeśli patrzeć na to, że teraz dzieciaki trenują już od trzeciego roku życia.
-Tak, chodziłem wtedy do drugiej klasy podstawówki. Było mi jednak łatwiej, bo potrafiłem już dobrze jeździć na łyżwach.  

Czyli na pierwszym treningu dałeś więc sobie radę bez problemu?
-W sumie nie do końca, miałem problem z tym czy byłem lewy, czy prawy (śmiech). Na tym treningu byłem po obu stronach lodowiska.  

W takim razie jak to się stało, że zostałeś obrońcą?  
-To dosyć śmieszna sytuacja, bo ja od początku chciałem być bramkarzem. Gdy zaczynałem byłem troszeczkę.. hmmm.. większy? (śmiech). Po prostu na bramce było mi łatwiej, ale trener się nie zgodził. Powiedział, że będę obrońcą i tak już zostało.  

Kiedy zorientowałeś się, że gra w hokeja, to jest to co chciałbyś robić w życiu?
-Przede wszystkim była to dla mnie zabawa, która przerodziła się w coś więcej. Dawało mi to radość, pomagało w życiu i jest tak po dziś dzień, mimo, że teraz jest to też ciężka praca.  

Zawsze był tylko hokej? Nie próbowałeś niczego innego?  
-Od małego miałem być piłkarzem, bo tak postanowiłem. Była też opcja skoczka narciarskiego albo.. piłkarza ręcznego. Bardzo lubię grać w piłkę ręczna i był też czas, że trenowałem. Jeździłem nawet na zawody w szkole. Oprócz tego unihokej, ale to już inna bajka (śmiech).  

Twoja przeszłość nie jest związana z żadną szkołą sportową, a mimo tego Twoja kariera nabrała dużego rozmachu.
-Tak, chodziłem do liceum o profilu biologiczno-geograficznym. W moim życiu musiałem wybrać, co miało stać się ważniejsze. Szkoła na Słowacji i późniejszy powrót do Sanoka ma też swoje wady. Trzeba było wybrać, albo rybki, albo akwarium. Dostałem swoją szansę w seniorskiej drużynie Sanoka, dlatego nie żałuję swoich wyborów.  

Pamiętasz swój pierwszy mecz?
-Raczej nie, to było zbyt dawno temu (śmiech), ale pamiętam pierwszy w Ekstralidze. To było jeszcze w Sanoku. Graliśmy z Bytomiem i na pewno było to zwycięstwo po dogrywce.  

Co się czuje, gdy dostaje się powołanie do reprezentacji?  
-Jest to spełnienie marzeń. Wiadomo, towarzyszy temu radość, ale też nie należy obrastać w piórka. Trzeba po prostu robić swoje. Każdy hokeista pracuje na to, żeby zagrać dla swojego kraju i pokazać się z jak najlepszej strony.  

Pamiętasz swoje pierwsze powołanie i pierwszy mecz?
-Pamiętam (śmiech). To było na zgrupowaniu U16. Mój pierwszy mecz był przeciwko drużynie z Francji. Ciężko zapamiętać swoje powołania, bo szybciej niż do lat osiemnastu, dostałem powołanie na kadrę do lat dwudziestu. W moim życiu nie wszystko jest po kolei (śmiech).  

Jeśli o kolejności mowa to był też pewien dłuższy wyjazd. Jakie wspomnienia przywiozłeś ze Stanów?  
-Na pewno to co zobaczyłem, to moje. Jeśli chodzi o życie to chyba nie miało to większego wpływu. Po hokejowej stronie była ogromna różnica. Za Oceanem ten sport, to zupełnie inny świat.  

Czy ten wyjazd dużo Ci dał? 
Myślę, że wróciłem jako lepszy zawodnik niż ten, który tam pojechał. Nie mogę powiedzieć, że bardziej doświadczony, chociaż doświadczenie też jakieś przywiozłem. Wróciłem dojrzalszy, teraz wiem z czym tak naprawdę „to wszystko się je”. Tam zobaczyłem inną grę, zobaczyłem jak to wszystko się robi by było na najwyższym poziomie. Wiele więcej się nauczyłem. Być może są to niuanse i detale, ale bardzo pomagają.  

Miałeś niespełna 18 lat kiedy wyjechałeś. Swoją szansę dostałeś bardzo wcześnie, pokazałeś się z bardzo dobrej strony. Byłeś pierwszym Polakiem, który nosił opaskę kapitana na meczach w juniorskiej lidze hokeja w USA.
-Dla mnie to jedynie tytuł kapitana. Masz „C” na koszulce i rozmawiasz z sędziami. Wiadomo jest to jakieś wyróżnienie, ale dla mnie nie na to większego znaczenia. Drużyna to drużyna, a nie jeden zawodnik. Na lodzie walczą wszyscy i każdy daje z siebie tyle samo.  

W kim masz największe oparcie?
– Bardzo mocno wspiera mnie rodzina i przyjaciele. Wszyscy są dla mnie ważni. Czasami mam tak, że oddałbym wszystko za to, żeby móc być razem z rodzicami i grać w hokeja. Od 6 lat jestem już prawie poza domem i bardzo wiele im zawdzięczam. Z drugiej strony cieszę się i dziękuję im, że zaufali mi do tego stopnia, że puścili mnie samego w świat.  

Rozmawiasz z nimi po meczach? Są czymś w rodzaju psychologa?  
-Wydaje mi się, że bardziej sam przeżywam w sobie to co się dzieje. Czasami porozmawiamy, ale nie potrzebuje rozmowy z nimi w takim stopniu.  

Jesteś sam dla siebie psychologiem?  
-Tak, jest to dla mnie lepsze.  

Łatwo przyjmujesz krytykę? Potrafisz krytykować swoją grę i zachowanie?
-Zdecydowanie przychodzi mi to z łatwością, ze względu na to, że sam dla siebie jestem bardzo krytyczny. Jeśli wiem, że coś źle zrobiłem zauważam to sam i nikt nie musi mi tego mówić. Od małego miałem tak, że wymagałem od siebie bardzo dużo. Ciągle było mi wszystkiego mało i z niczego nie byłem zadowolony. (śmiech)  

Jak to się stało, że trafiłeś do Stanów? Pojechałeś tam „w ciemno”? 
-Dostałem szanse żeby pojechać tam na testy. Najpierw był jeszcze inny klub, Slovan Bratysława. Spędziłem tam dwa lub trzy dni i przyznam się, że po tym chciałem wracać. Było tak ciężko, że myślałem że nie dam rady.. 

Dostałeś szanse od trenera Krzysztofa Oliwy, ale możesz powiedzieć, że to on dał Ci najwięcej jako zawodnikowi?  
Wydaje mi się, że dał mi wiele, nauczył nowych rzeczy. Nie mogę jednak pominąć innych trenerów takich jak Krzysztof Ząbkiewicz i Marcin Ćwikła. Mogę jeszcze zaznaczyć  Miroslava Doleżalika, który nauczył mnie jeździć na łyżwach (śmiech).  

Jak pracuje Ci się teraz z trenerem  Coolenem? I jak czujesz się w Katowicach? 
-Przede wszystkim cieszę się, że dostawałem  swoje szanse. Praca z każdym trenerem jest inna. W drużynie czuje się bardzo dobrze. Jest to być może spowodowane dobrą atmosferą, która utrzymuje się w szatni. Zawodnicy często potrafią robić sobie żarty.  Przykładem z życia może być to, jak zawodnicy przyklejają komuś przezroczystą taśmę na płozy i ten kto ją ma z hukiem ląduje na tafli gdy chce na nią wyjechać. Kiedy się śmiejemy to wszyscy, tak samo jest wtedy, kiedy potrzebujemy skupienia.  

Potrzebujesz wyciszenia przed meczem?
Nie jest to jakaś wielka odcinka, ale potrzebuję trochę spokoju. Muszę się skoncentrować, zjeść jakiś dobry obiad i przede wszystkim się wyspać.  

Po każdym meczu starasz się regenerować?  
-Regeneracja jest potrzebna zawsze. Codzienne wałkowanie to jest najważniejsze . Po treningach też potrzebuję się czasami rozmasować, tu pozdrawiam mojego kolegę, który rozpisuje mi ćwiczenia (śmiech). Ale wracając.. głównie zimna woda i lód jak każdy sportowiec.  

Masz swojego ulubionego sportowca, z którym chciałbyś się spotkać?
-Myślę, że Robert Lewandowski. On sam w sobie imponuje mi tym ile człowiek potrafi osiągnąć mimo wszelkich przeciwności. Doszedł tam gdzie jest swoją ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami. Jest dla mnie po prostu wzorem sportowca.  

Gdybyś miał określić hokej w trzech słowach…  
-Może zabrzmi to banalnie, ale całe moje życie..