post

#MłodziZdolni – Mądrość gorszych chwil

Obecnie zawodnik JKH GKS Jastrzębie, który urodził się w Rybniku. Swoje CV może uzupełnić o naukę w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu oraz występ w półfinale Pucharu Polski. Numer na jego koszulce ma sentymentalne znaczenie, a on sam nie wyobraża sobie życia bez sportu. O tym, że z gorszych chwil wyciąga najlepsze wnioski i o tym, że po zwycięstwie w szatni z głośników można usłyszeć „Live is live“.

IMIĘ I NAZWISKO: Dominik Jarosz
MIEJSCE URODZENIA: Rybnik
WYCHOWANEK: JKH GKS Jastrzębie
WIEK: 20 (16.10.1998)
KLUB: JKH GKS Jastrzębie
POZYCJA: napastnik

» Zawodnik JKH GKS Jastrzębie

» Reprezentant Polski do lat 16, 18 i 20

» Uczestnik Pucharu Polski w hokeju na lodzie

» Absolwent NLO SMS Sosnowiec

» Były zawodnik I Ligi i Centralnej Ligi Juniorów

A więc od początku. Twoja historia zaczyna się od..
-… pierwszych zajęć na szkolnym lodowisku. Byłem w 1. klasie szkoły podstawowej i muszę przyznać, że uwielbiałem na nie chodzić. Po niedługi czasie zrozumiałem, że chce też to trenować i rozpocząłem treningi.

Też, to znaczy, że w grę wchodziło jeszcze uprawianie innego sportu? 

-Tak, trenowałem równolegle hokej i pływanie, ale hokej sprawiał ze cieszyłem się z każdej chwili spędzonej na treningu. Wtedy nie myślałem o tym jako o sposobie na życie i zarabianiu. Po prostu kochałem grać w hokeja i tylko to się liczyło. Zarobki to drugorzędna sprawa.

Miałeś wsparcie najbliższych?

– Rodzice wspierali mnie od samego początku, wspierają i myślę, że będą wspierać. W końcu jestem ich dzieckiem (śmiech) Wydaje mi się, że każdy rodzic wspiera w pasji swoje dziecko nieważne jakby mu szło. A jeśli chodzi o dziewczynę.. z dziewczyną to trudny temat (śmiech) Aktualnie jestem sam, ale gdy miałem drugą połówkę, to zawsze mnie wspierały w tym co robiłem.

Hokej czy rodzina?

– Trudne pytanie. Myślę, że rodzina. Dzięki niej uprawiam sport i nawet jeśli przestałbym grać, to rodzina zawsze będzie stała za mną murem.

Widujesz swoich bliskich na trybunach?

– Najczęściej jeśli rodzice mogą wziąć wolne to zawsze przyjeżdżają. Kibicują mi wszędzie. Nie jest to ważne czy gram gdzieś w Polsce, w Budapeszcie, Wiedniu czy Pradze, są ze mną w miarę swoich możliwości. A nawet gdybym chciał się stęsknić, to są to na tyle krótkie wyjazdy, że nie zdążę nawet zacząć (śmiech)

Jeśli mowa o rozłąkach, uczyłeś się w SMS-ie Sosnowiec. Czy ta szkoła wiele Ci dała?

– Mieliśmy tam lepsze warunki do rozwoju pod względem hokejowym. Przygotowywaliśmy się w niej do grania na poziomie seniorskim. Zawodnicy, którzy trenowali w klubach w naszym wieku najczęściej grali na poziomie juniorskim, a tylko nieliczni mieli szanse trenować z drużyną seniorską nie mówiąc o regularnej grze w sezonie. SMS dał mi z pewnością wiele patrząc z perspektywy przyszłego rozwoju zawodowego.

Czasy liceum to już dalszy etap Twojej drogi. Pamiętasz początki? Pierwszy strzelony gol?

– Coś tam pamiętam (śmiech) Pierwszą bramkę strzeliłem z GKS-em Katowice na turnieju mini-hokeja. Był to też mój pierwszy mecz.

Gdy jedzie się na pierwsze zgrupowanie czuje się..

– Zaszczyt z tego, że reprezentuje się swój kraj i ma się możliwość sprawdzenia swoich sił z innym reprezentacjami z Europy. Oprócz tego pamiętam, że moje pierwsze powołanie miało miejsce, gdy miałem 15 lat na kadrę U-16. Pojechaliśmy na 3 mecze do Francji i bardzo ucieszyłem, że zostałem zauważony przez trenera .

Motywujecie się przed meczami?

Myślę, że na tym poziomie nikogo nie trzeba motywować. Każdy wie o tym, że musi być zmotywowany i skoncentrowany na 110%. A przed każdym meczem na pewno mobilizuje nas mocna, rockowa, bądź metalowa muzyka. Daje kopa i pobudza przed spotkaniem.

W takim razie jak świętujecie zwycięstwa?

– Na pewno się cieszymy. Naszym kultowym kawałkiem puszczanym po wygranym meczu jest „Live is life”. Później nastawiamy głowy na kolejny mecz z myślą o następnej wygranej.

Ile razy w tygodniu trenujecie?

– To zależy od tygodnia i tego, ile meczów w tygodniu musimy zagrać. Najczęściej jednak trenujemy codziennie, jeśli jednak jest coś wolnego to trenuje indywidualnie. Poprawiam wtedy swoje niedoskonałości

Czyli Twój czas wolny to również treningi?

– Trenuje, ale bez przesady. Mam też czas na odpoczynek, grę na xboxie czy wyjście do kina. (śmiech)

Poświęcasz też swój czas na inne sporty?

– W sezonie nie mam czasu na inne sporty, ale gdy mamy wolne w lato, to lubię grać w koszykówkę albo siatkówkę plażową.

Przykładasz więc wagę do tego co jesz?
– Tak, mam rozpisaną dietę od dietetyczki i staram się jej trzymać. Nie mam problemów z tym, że będę miał nadwagę i nie będę umiał ruszyć się na lodzie, jeśli w jakiś dzień zjem więcej niż powinienem. (śmiech)

Masz swoją ulubioną ligę i zawodnika?

– Myślę, że z tą odpowiedzią nie będę za bardzo oryginalny (śmiech) Wybieram NHL, a drużyna Washington Capitals. Od dziecka moim idolem jest niezmiennie Aleksander Ovechkin, który gra właśnie w tej drużynie.

Jakie jest Twoje zawodowe marzenie?

Nie wiem (śmiech). Nie zastawiałem się nad tym. Jestem jeszcze stosunkowo młody, ale chciałbym zdobyć Puchar i Mistrzostwo Polski. Chciałbym też spróbować swoich sił w silniejszych, zagranicznych ligach.

Wiążesz swoją przyszłość z Polską Hokej Ligą?

– Na to pytanie nie da się odpowiedzieć (śmiech) Nie wiem co będzie jutro, nie wiem co wydarzy się za parę lat. Odpowiem na to pytanie za kilka lat, gdy będę wiedział, jak wyglądam i w jakiej jestem formie. (śmiech)

Masz jakieś talizmany?

– Talizmanów nie mam. Jestem za to strasznie przesądny i od początku dnia do ubierania sprzętu muszę wszystko zrobić identycznie, tak jak w inne dni meczowe, żeby nie przyniosło mi to pecha.

Numer na koszulce ma znaczenie?

– 47 wybrałem ze względu na mojego drugiego idola, Aleksandra Radułowa. Dodatkowa wartość tego numeru jest taka, że 47′ to rok urodzenia mojego dziadka i babci. To wszystko sprawia, że mam do niego jeszcze większy szacunek.

Lubisz wspominać momenty ze swojego życia i kariery?

– Oczywiście ze lubię. Najczęściej wspomina się pozytywne momenty takie jak awans U-18 do dywizji wyżej. Negatywne wspomina się rzadziej, ale z każdej gorszej chwili wyciąga się najwięcej wniosków na przyszłość.

Gra dla klubu daje Ci więcej satysfakcji niż gra dla reprezentacji?

To są zupełnie dwie różne sytuacje. Klubu z reprezentacją nie da się porównać. Tu i tu gra sprawia mi wiele radości i satysfakcji, z tą różnicą, że w klubie reprezentuje miasto, a na zgrupowaniu cały kraj.

Czujesz oddech kibiców na plecach podczas meczów?

– Wsparcie kibiców i ich obecność bardzo pomaga, szczególnie w krytycznych momentach. Zawsze wiesz, że masz kogoś za sobą, jakąś grupę osób, która cały czas wierzy w ciebie i w to, że Ci się uda. Doping kibiców daje dodatkowego kopa do działania i walki .

Czujesz się rozpoznawalny na ulicy?
-Nie uznaje się za żadną gwiazdę, bo nią nie jestem. (śmiech) Jest to jednak bardzo miłe, jeśli po meczu podejdzie grupa lub pojedyncza osoba, która prosi o autograf albo zdjęcie.

Czym jest dla Ciebie hokej?

-Miłością ,ciężką pracą ,rodziną..

Gdy byłeś mały chciałeś zostać..

Pilotem (śmiech)

Gdybym nie był hokeista był bym..

-Ciężko powiedzieć (śmiech) Na pewno trenowałbym jakiś sport. Nie wytrzymałbym chodząc tylko do szkoły i resztę dnia siedząc w domu.(śmiech)