post

Piotr Sarnik: Chłopcy wznieśli się na wyżyny swoich możliwości!

– Od trzeciego meczu chłopcy zaczęli grać to, co sobie założyliśmy. Był dobry styl gry i zwycięstwa. – podsumowuje Mistrzostwa Świata do lat 20 Piotr Sarnik, szkoleniowiec biało-czerwonych.

– W trakcie trwania tego turnieju wydarzyło się naprawdę sporo. Wygraliśmy na przykład z Ukrainą – ale to nasi rywale grali lepiej – a przegraliśmy ze Słowenią, z którą to my byliśmy stroną przeważającą. Szczerze mówiąc, nie wiem nawet jak to wytłumaczyć. Podsumowując cały turniej uważam, że chłopcy grali z meczu na mecz coraz lepiej. Być może zabrakło nam ze dwóch sparingów z silniejszymi rywalami – jak np reprezentacja Austrii U20 – które byłyby dla nas dobrym przetarciem przed tym turniejem. Od trzeciego meczu chłopcy zaczęli grać to, co sobie założyliśmy. Był dobry styl gry i zwycięstwa.

– Nie wiem jakie są relacje między federacjami. Topowe drużyny schemat turniejów czy akcji szkoleniowych mają rozplanowane z rocznym wyprzedzeniem. Spóźniając się miesiąc czy dwa może się okazać, że nie będziemy mieli z kim grać, a tu chodzi o to, żeby nasi zawodnicy grali z jak najlepszymi ekipami w ich wieku.

– Myślę, że około 50% zawodników z młodszych roczników dołączy do tej drużyny w przyszłości. Mamy przecież takich graczy jak Lewandowski czy Bochnak, którzy także są z rocznika 2000. Uważam, że za rok będą musieli wesprzeć tę drużynę na Mistrzostwach Świata.

– Taki jest hokej – popełnisz jeden drobny błąd – źle podasz, krążek podskoczy ci na kiju – i przegrywasz mecz. Przeciwnik popełni taki błąd, a ty tego nie wykorzystasz? Przez taką sytuację możesz przegrać mecz… Musimy uczyć się, żeby popełniać jak najmniej błędów, grać prosty hokej i wykorzystywać wszystkie prezenty od rywali. Jak ktoś ci coś daje, to trzeba umieć to wziąć. Tak było w meczu z Włochami czy ze Słowenią – oba mecze powinny być wygrane, bo mieliśmy sporo sytuacji.

– W meczu z Węgrami widziałem napastników, którzy strzelają bramki. W poprzednich spotkaniach, według mnie, mieliśmy klarowniejsze sytuacje, ale bramki nie padały, bo szukaliśmy finezyjnego wykończenia. Tym charakteryzują się dobrzy napastnicy – mają jedną sytuację i ją wykorzystują, a jeśli potrzebują pięciu czy sześciu okazji, to znaczy, że z takim napastnikiem jest już coś nie tak…

– Według mnie chłopcy wspięli się na wyżyny swoich możliwości. Jestem świadomy tego, co mówię , bo wiem jak wygląda nasza liga, w której ci zawodnicy grają bardzo rzadko albo nawet wcale i jak oni się rozwijają. Uważam, że ta drużyna zrobiła duży postęp – zawodnicy z tego rocznika dwa lata temu spadli z reprezentacją U18 do dywizji IB.

– Po raz pierwszy poprowadziłem drużynę jako pierwszy trener. Krótki epizod miałem jeszcze w Sosnowcu, gdy przejąłem Zagłębie na około cztery miesiące, gdy walczyliśmy o utrzymanie. Bardzo podoba mi się praca trenera. Przez pięć lat podczas, których byłem asystentem zawsze coś od różnych trenerów wyciągałem. Czerpałem to, co mogło być ważne dla polskiej reprezentacji. Mogą przyjść trenerzy ze Szwecji czy Kanady i na pewno będą mieć ogromny warsztat trenerski, ale mogą nie rozumieć mentalności naszych zawodników czy mogą nie wiedzieć jak konkretni hokeiści reagują na stres. Ja znam ten problem, bo sam grałem w reprezentacji. Mentalność Polaków nie łatwo zmienić, dlatego tym bardziej chcę pochwalić pracę naszej drużynowej psycholog i trenera motorycznego.

– Chciałbym uświadomić wszystkich, że poziom ligi juniorskiej na Słowacji czy drugiej ligi fińskiej jest bardzo słaby. Przeglądając zawodników rozegraliśmy kilka meczów. Lewandowski rozegrał cztery spotkania. Pod względem wyszkolenia technicznego jest to bardzo dobry zawodnik, ale pod względem wyszkolenia taktycznego – czyli zmysłu do hokeja – jest jeszcze dzieckiem. W Czechach czy na Słowacji utalentowany 18-latek nie gra w lidze czeskiej czy słowackiej tylko albo gra w seniorskiej ekstralidze, albo jedzie do Szwecji czy Ameryki. Podniecamy się grą naszych juniorów na Słowacji, ale zapewniam, że zawodnicy, którzy grają w Polskiej Hokej Lidze jak np Kamil Wałęga czy Dominik Paś, mają inne podejście do gry. Dla mnie są oni profesjonalistami, zawodnikami seniorskiej reprezentacji. Zawodnicy ze Słowacji w tym wieku mają jeszcze zmysł hokejowy dziecięcy. Dowodu nie musimy szukać daleko. Słoweńcy czy Włosi w wieku juniorskim nie grają w Czechach czy na Słowacji. Grają w Szwecji, w Szwajcarii czy w Kanadzie i to oni robią różnicę.

– Naszym problemem jest to, że mając takich zawodników jak Wałęga czy Paś, nie wysyłamy ich nigdzie. Oni już rok temu powinni wyjechać np. do Szwecji, aby dalej się rozwijać. W Polsce oni już więcej się nie rozwiną, a chodzi o to, żeby występowali oni w dobrych juniorskich ligach za granicą. Wówczas mają oni dodatkowy bodziec i motywację: dostać się do seniorskiej drużyny. Jeśli wysłalibyśmy jednego, dwóch 17-latków, to za kilka lat mamy dwie piątki na najwyższym światowym poziomie. Najlepszy przykład: Alan Łyszczarczyk. Grał w Czechach i robił różnicę, wyjechał za Ocean i robi różnicę. Teraz, przyjeżdżając na zgrupowania, widać, że gra on na innym poziomie. Nie tylko pod względem wyszkolenia technicznego, ale również ze względu na tzw hockey sense – wyczucie hokejowe. Co do Kiedewicza… Jeśli nie przyjechał na zgrupowanie, to chyba musimy go skreślić. Na pewno myśli o tym, co jest najlepsze dla jego rozwoju. Będąc na jego miejscu wiedziałbym, że grając za granicą mogę się rozwijać, nie to co w Polsce…