post

Sebastian Lipiński: Kadra PZHL U23 była trafionym projektem!

Jak rozpoczęła się jego przygoda z hokejem? W jaki sposób stara się przewidywać ruchy przeciwników? Oraz jak to się stało, że swoją karierę kontynuuje w Unii Oświęcim? Tego wszystkiego – i znacznie więcej – dowiecie się z wywiadu z Sebastianem Lipiński.

Dossier: Sebastian Lipiński, urodził się 1 września 2000 r. w Toruniu. Polski bramkarz hokejowy, wychowanek zespołu MKS Sokoły Toruń. Wzrost 186 cm, waga 85 kg. Reprezentant Polski U18 i U20, występuje w Unii Oświęcim oraz Kadrze PZHL U23.

– Jak myślisz, jaka umiejętność jest najważniejsza u bramkarza?
Sebastian Lipiński: – Myślę, że głowa jest najważniejsza. Można być bardzo dobrze wyszkolonym, świetnie się ustawiać itd., ale jak głowa będzie źle pracowała, wpadną ze dwie bramki i psychika bramkarza siądzie, to z nim „siada” cała drużyna. Myślę, że u bramkarzy najważniejsze jest, żeby mieć mocną psychikę. Decydujące staje się to, gdy jest remis i właśnie leci ostatnia minuta. Wiadomo, że w tym momencie na nasze barki spada to, żeby krążek nie wpadł do bramki.

– Kiedy na bramkę jedzie przeciwnik z krążkiem… patrzysz na kierunek jego wzroku, żeby zrozumieć w którą stronę będzie strzał?
SL: – Bardziej chyba patrzę na ustawienie patki kija i krążka na kiju. Z tego wydaje mi się, że łatwiej jest odczytać gdzie ktoś zamierza strzelić. Wiadomo, jeżeli jest karny można zagrać, że się patrzy w oczy zawodnikowi, ale ja nie jestem jeszcze na tyle doświadczonym bramkarzem, żeby bawić się w takie rzeczy. Koncentruję się na technicznych sprawach – jaki zawodnik ma uchwyt kija, czy ktoś jeszcze nie jedzie na dobitkę… dużo jest wszystkiego przed strzałem.

– Kadra PZHL U23 grała w PHL z mocniejszymi drużynami. Jak psychicznie wytrzymujesz te mecze „do jednej bramki”?
SL: – Jak jedziemy do Tychów, to wiadomo, z kim gramy i jak ten mecz będzie wyglądał. Zdecydowanie bardziej wolę, kiedy pada strzał za strzałem, jak to było też ostatnio w Jastrzębiu. Trzeba po prostu, przed meczem, odpowiednio psychicznie się nastawić. Na kadrze mamy treningi mentalne, podobnie jak w klubie. W Unii Oświęcim Michał Fikrt ze mną rozmawia przed meczami. Radzi mi, co powinienem zrobić, a czego się wystrzegać. Z natury jestem spokojnym człowiekiem. Emocje przed meczem, staram się odłożyć, gdzieś tam na bok. Wiadomo, że czasem, przed samym wyjściem na lód, gdzieś tam człowieka dopadają jakiejś dziwne myśli, ale po pierwszym rzuceniu krążka, mam tylko jedną myśl – żeby krążek nie wpadł do bramki.

– Kadrę PZHL U23 niektórzy traktują jak dzieci, a ty jak uważasz, od jakiego wieku w hokeju przestaje się być dzieckiem?
SL: – Mam aktualnie 18 lat. Nie wiem jak traktują mnie zawodnicy z innych drużyn. Szczerze… nigdy na to nie zwracałem uwagi. Dla mnie już dawno najważniejsza jest drużyna, dla której gram. Nie traktuje żadnego przeciwnika, z którym gramy jak dziecko. Chłopaki, którzy są na kadrze z rocznika 2001 radzą sobie naprawdę świetnie. Nie boją się podejść pod strzał, zablokować go, czy walczyć pod bandą ze starszym i często większym zawodnikiem. Więc, nie powiedziałbym o żadnym z naszych zawodników z drużyny, że jest dzieckiem. Uważam, że dziecko po prostu nie gra na najwyższym poziomie w danym kraju. Ciężko mi ocenić, kogo traktują, jako dziecko. Czasami w drużynie U23 grali zawodnicy z rocznika 96, czyli tacy który mają już 22 lata, ale grali też zawodnicy z 2001 roku, którzy mają po 17 lat. Rozbieżność lat czasem była duża. Uważam, że wszyscy dali z siebie wszystko i radzili sobie bardzo dobrze. Każdy starał się wykorzystać szansę, jaką dostał, żeby pokazać się przed trenerami z klubów ekstraligowych. Mimo, że wyniki czasem były, jakie były, to jednak uważam, że projekt PZHL U23 był bardzo dobrym pomysłem.

– Śledzisz swoje statystyki, kontrolujesz, jakie osiągasz wyniki?
SL: – Po meczach zawsze sprawdzam ile miałem strzałów na bramkę i procent obron, ale to nie jest dla mnie najważniejsze. Najważniejszy jest zawsze wynik drużyny. Jeśli ja wpuszczam 2-3 bramki a jednocześnie strzelamy 4 bramki, to procent obronionych strzałów nie ma tak wielkiego znaczenia. Najważniejsze, że będę się cieszył razem z drużyną ze zwycięstwa.

– Masz swoich idoli hokejowych, kto był dla Ciebie wzorem?
SL: – Na początku, kiedy zaczynałem moją przygodę z hokejem to moim idolem był Tomek Wawrzkiewicz. Do dziś mam jego zdjęcie z autografem. Potrafiłem przyglądać się cały mecz, co robi. Na pewno był dla mnie pierwszym wzorem. Obecnie w lidze, też jest kilku dobrych bramkarzy. Na przykład w Jastrzębiu jest Ondrej Raszka, który ma świetne warunki i technikę – bardzo podoba mi się jak broni. Są też młodsi bramkarze, jak Michael Łuba z Cracovii czy Michał Kieler z Katowic. Od każdego staram się coś tam podpatrzeć. Fajnie mieć możliwość grania z chłopakami, którzy już się zahaczają o seniorską reprezentację.

– A z lig zagranicznych?
SL: – Kiedy byłem dzieckiem bronił wtedy Martin Brodeur, każdy chciał wtedy bronić jak on. Gdy miałem 12 lat to usłyszałem o Henryku Lundqviście. Jest dla mnie wzorem na lodzie, jak i poza nim. Podobają mi się jego akcje charytatywne, jakie robi dla dzieciaków i fanów… ogólnie podziwiam go, za wszystko, co robi.

– Jak zaczęła się twoja przygoda z hokejem?
SL: – Mój tata Mariusz, też był bramkarzem. Grał w hokeja do wieku juniora. On wkręcił mnie w tą zabawę. Rodzice zapisali mnie w Toruniu do hokejowej sekcji, kiedy miałem około czterech lat. Zacząłem od grania w polu, żeby nauczyć się jeździć na łyżwach a potem dopiero stanąłem na bramce. Ale od początku zawsze chciałem być bramkarzem. Myślę, że to tak naprawdę od rodziców się zaczęło. I od początku miałem szczęście do trenerów. Na początku miał mnie pan Tomek Wawrzkiewicz, który grał w Toruniu i jednocześnie zajmował się młodymi bramkarzami. W tamtych czasach był jednym z lepszych bramkarzy w Polsce. Więc on i mój tata byli moimi pierwszymi trenerami. Później trenowali mnie też świetni bramkarze, jak pan Kiedewicz, czy Piotr Jakubowski. Potem do Torunia przyszedł Tomek Jaworski. W wieku 15 lat poszedłem grać do SMS-u. Tam moim trenerem był Marek Batkiewicz. Tutaj na U20 trenerem jest Arek Sobecki. W klubie mam z kolei okazję współpracować z Michałem Fikrtem, który jest u nas pierwszym bramkarzem. Na treningach mnie bacznie obserwuje i zawsze podpowiada co mam robić.

– Kto Ci pomagał, kiedy miałeś trudniejsze chwile w hokeju?
SL: – Rodzice zawsze byli dla mnie wielkim wsparciem i są nim do teraz. Mama na co dzień mieszka w Anglii i śledzi każdy mój mecz w Internecie czy komentarze na Facebooku, co mnie czasem irytuje (śmiech). Jeśli będzie czytała ten wywiad, to pozdrawiam serdecznie moją mamusie. Tata z kolei zawsze mi mówił szczerze co i jak zrobiłem i za to go cenię. Nawet jak coś zrobiłem źle, to powiedział mi to wprost. Kiedyś się z nim o coś kłóciłem, bo myślałem, że jestem mądrzejszy, a potem patrzę na wideo i widzę, że on jednak miał rację. Dobrze było mieć tatę w boksie, bo on zna się na tym fachu.

– A jak trafiłeś do Oświęcimia?
SL: – W grudniu 2015 roku, byłem na turnieju U16 w Popradzie. Grał ze mną Michał Magiera a jego tata Witold był wtedy trenerem juniorów; obecnie jest drugim trenerem w Unii. Spodobało mu się jak gram na bramce. Mój tata też był na tym na turnieju. Więc trener Magiera podszedł do mojego taty i powiedział, że jeżeli kiedykolwiek byłbym zainteresowany grą w Oświęcimiu, to mam mu dać znać. Pod koniec tego sezonu 2015/2016 podjęliśmy z tatą, waśnie taką decyzję. Chłopaki od razu bardzo miło mnie przyjęli. Od razu poczułem jak u siebie. U nas w drużynie nie ma podziału na „starych i młodych”, każdy z każdym normalnie gada, atmosfera jest bardzo dobra.

– Ile codziennie poświęcasz czasu na treningi?
SL: – Wyjście na lód i trening jest dla mnie przyjemnością. Codziennie mamy półtorej godziny lodu. Trener zawsze robi treningi około godziny. Pozostaje nam trochę wolnego czasu, więc zostajemy z Fikim, żeby poćwiczyć różne sytuacje meczowe. Michał mnie ustawia i dużo tłumaczy. Bierzemy do tego dwóch strzelców i oni trenują strzały, a my bronienie indywidualnie. Staramy się zawsze wykorzystać lód maksymalnie. Cieszę się każdą minutą na lodzie. Bronienie sprawia mnie ogromną przyjemność. Indywidualnie pracujemy z Michałem Fikrtem, również na sucho. Na kadrze mam przyjemność pracować z trenerem Sobeckim, który jest też trenerem w GKS Tychy.

– Obecnie jesteś w Oświęcimiu drugim bramkarzem. Czy jesteś już psychicznie gotowy na zastąpienie pierwszego bramkarza?
SL: – Fiki (Michał Fikrt) jest tak dobrym bramkarzem, że rzadko kiedy mu nie wyjdzie jakiś mecz. Więc, kiedy on stoi w bramce wszyscy czują się bezpiecznie z tyłu. Jeżeli ja wchodzę do bramki, wiadomo chłopaki, grają ostrożniej, bo wiedzą, że jestem młodszym bramkarzem.

– Miałeś, kiedyś takie chwile, że chciałeś skończyć z hokejem?
SL: – Nie, nigdy nie przyszło mi to do głowy i myślę, że przez długi czas jeszcze nie przyjdzie. Robię to, co kocham!

– Czy wiążesz swoją przyszłość z Polską czy chciałbyś spróbować za granicą?
SL: – Ciężkie pytanie. Wiadomo, chciałbym, kiedyś móc mieć możliwość zagrania w lepszej lidze. Na razie skupiam się jednak na grze w Unii. To jest mój cel – żeby dostać więcej szans. Dziękuję wszystkim za to, że w tak młodym wieku dali mi szansę podpisania kontraktu z Oświęcimiem. Na razie to jest mój główny cel, żeby jak najlepiej prezentować się w drużynie. Na pewno, gdzieś tam mam marzenia, żeby wyjechać do Skandynawii i tam zagrać. Na razie mogę tylko pomarzyć, ale przez ciężką pracę można dojść do wszystkiego.

– Jakiej rady udzieliłbyś młodym hokeistom?
SL: – Ciężko mi dawać rady młodym hokeistom, bo sam jestem jeszcze młody. Myślę, że warto być nieustępliwym, dążyć do celu i robić to, co się kocha. Miejmy nadzieję że w przyszłości to po prostu zaprocentuje.

Rozmawiały: Iryna Bushta i Daria Martsinovich (SportoweKarty.pl)