post

#MłodziZdolni – Yin i Yang polskiego hokeja

Cudowni bracia bliźniacy z Gdańska – tak pisano o nich już jakiś czas temu, kiedy zdobyli złoty medal Mistrzostw Polski w hokeju na lodzie. Dwaj zawodnicy, którzy pozornie różnią się jedynie imieniem. Łączy ich wiele, czasami mają tylko inne spojrzenie na sytuację, ale idealnie się uzupełniają. O tym, że wzajemnie się wspierają i o pasji do motocrossów..

IMIĘ I NAZWISKO: Michał i Maciej Rybak
MIEJSCE URODZENIA: Gdańsk
WYCHOWANKOWIE: GKS Stoczniowiec Gdański
WIEK: 20 (14.03.98)
KLUB: GKS Katowice
POZYCJA: napastnicy
PSEUDONIMY: Rybka
» Reprezentanci kadry Polski do lat 16, 18 i 20.
» Absolwenci Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu
» Byli zawodnicy I ligi i Centralnej Ligi Juniorów
» Zdobywcy złota Mistrzostw Polski z rodzinną MH Automatyką
» Obecnie hokeiści TAURONU KH GKS Katowice

Paulina Laby: Skąd pomysł na grę w hokeja? Gdańsk nie jest miastem, który ma wielką hokejową tradycję.
Michał i Maciej Rybak: Zgadza się. Wszystko zaczęło się od tego, że dziadek zabrał nas na mecz. Spodobało się nam i zapisał nas do szkółki hokejowej, w której już uczył się nasz starszy brat. Bardzo dopingował nas wtedy kolega rodziców Sylwester Bagiński, były hokeista i tata Adama Bagińskiego.

Cała wasza rodzina jest związana ze sportem?
-Tylko my i nasz brat, który w hokeja gra amatorsko. Jest też jeszcze tata, który od lodowiska woli boisko (śmiech).

Jak odkryliście, że hokej może być waszym sposobem na życie?
-W sumie, gdy zaczynaliśmy, nie wiedzieliśmy jeszcze, że możemy wiązać z tym swoją przyszłość. Gdy mieliśmy po 4 lata nauczyliśmy się jeździć na łyżwach, to było w sumie najtrudniejsze (śmiech). Potem poszliśmy do zerówki i do szkoły sportowej, która jest obok lodowiska w Gdańsku i tak już zostało.

Skąd pomysł na to, aby pójść do liceum mistrzostwa sportowego w Sosnowcu?
-Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu była naszym świadomym wyborem. Razem z trenerem wiedzieliśmy, że jeśli chcemy kontynuować grę i wejść na wyższy poziom, to powinniśmy wybrać właśnie to liceum. W Gdańsku akurat wtedy nie było seniorskiej drużyny, a juniorska też przechodziła swój kryzys.

Ciężko było Wam zostawić wszystko w Gdańsku?
-Wiadomo, na początku było bardzo trudno, bo szkoła była dla nas na drugim końcu kraju. Zmiana otoczenia, nowi ludzie i miasto, ale po wszelkich rozmowach z rodzicami i trenerem zdecydowaliśmy się tam przenieść. Spodobało się nam i teraz miło wspominamy ten czas.

Co zapadło Wam w pamięci z pobytu w SMS-ie?
-Internat był razem ze szkołą, więc rano trzeba było wstać na śniadanie, potem lekcje i treningi. Najlepsze było to, że pokoje były na przeciwko sal lekcyjnych, więc na zajęcia można było pójść w klapkach i nie trzeba było daleko chodzić (śmiech).

Czy od Was – jako byłych uczniów Szkoły Mistrzostwa Sportowego – wymaga się obecnie więcej?
-Gdy graliśmy dla SMS-u wymagało się więcej. Teraz jesteśmy jednymi z najmłodszych w drużynie. Nie mamy na sobie tego ciężaru, żeby ciągnąć grę i strzelać jak najwięcej bramek. Oczywiście staramy się i chcemy pokazać wszystkie swoje możliwości, ale tutaj gra opiera się na chłopakach bardziej obytych i doświadczonych. Zupełnie inaczej jest w kadrze.

Gdy gracie w reprezentacji trener stawia wam więcej zadań do wykonania?
-Ze względu na to, że teraz na zgrupowaniu byliśmy najstarsi, to do nas należało, aby ciągnąć grę. W tym sezonie trener wymagał od nas, aby strzelać bramki i zagrać na najwyższym poziomie.

Rywalizujecie ze sobą na lodzie?
-W pewnym stopniu na pewno. (śmiech) Gramy razem, ale można powiedzieć, że między nami toczy się zdrowa rywalizacja. Teraz, gdy dołączyliśmy do seniorskiej drużyny, jest trochę inaczej niż w okresie gry dla SMS-u.

Obaj wybraliście Katowice…
-Tak, dostaliśmy propozycję z GieKSy, żeby przyjść tu po Mistrzostwach Świata do lat 20. Było zainteresowanie naszą dwójka, więc jesteśmy.

Wspieracie się wzajemnie?
-Mieszkamy razem, spędzamy ze sobą prawie 24 godziny na dobę (śmiech), ale tak, dajemy sobie jakieś wskazówki, wymieniamy się spostrzeżeniami i przede wszystkim się wspieramy.

Oprócz tego, że macie siebie nawzajem, to jest jeszcze ktoś, na kogo zawsze możecie liczyć?
-Brat jest z nami bardzo blisko. Może brzmi to dziwnie, bo jest wiele kilometrów stąd, ale mamy w nim oparcie. Nie może z nami być na meczach, ale często dzwoni i razem rozmawiamy. W miarę możliwości ogląda nasze spotkania, podobnie jak rodzice. Mieszkają za granicą, ale bardzo często oglądają nasze mecze w telewizji bądź w internecie. Dużo rozmawiamy z nimi przez telefon. Ale tutaj wsparcie się nie kończy. Jest jeszcze babcia i dziadek, ale ten ze strony taty. Ten drugi, który rozbudził w nas pasję do hokeja, zmarł chwilę przed naszym pierwszym powołaniem do kadry U16. Na dobre słowo możemy też zawsze liczyć od naszego trenera z Gdańska Krzysztofa Lehmana, z którym trenowaliśmy od zerówki, a rok temu zdobyliśmy złoty medal w Centralnej Lidze Juniorów.

Co jest dla Was na pierwszym miejscu? Sport czy rodzina?
-Teraz ciężko określić. Jesteśmy tutaj sami, ale wiadomo, że utrzymujemy kontakt z rodziną, a w miarę możliwości jeździmy do rodziców i do Gdańska. Obecnie myślimy głównie o tym, żeby się rozwijać pod względem sportowym, póki jeszcze możemy i mamy taką szansę.

Pamiętacie swój pierwszy mecz?
-Pierwszy poważny był na turnieju w Berlinie. Mieliśmy wtedy może 6-7 lat i pojechaliśmy tam z rocznikiem dwa lata starszym. Koszulki sięgały nam do kolan (śmiech).

Jesteście związani z reprezentacjami. Sięgniecie pamięcią do pierwszego powołania?
-Tak, było ono związane z turniejem we Francji. Była to reprezentacja do lat 16.

A teraz jak układa się wam współpraca z trenerem Coolenem?
-Bardzo dobrze. Jest to szkoleniowiec z wyższej półki. Powtarza nam jednak, że jesteśmy młodzi i ciągle musimy pamiętać o tym, żeby podnosić swój poziom gry. Mobilizuje nas to do tego, żeby pokazać się w trakcie meczu z jak najlepszej strony.

Pokonujecie Mistrza Polski Comarch Cracovię i co czujecie?
-Przede wszystkim szczęście. Trener mówił nam przed meczem, że musimy wysłać im sygnał przed play-offami, że porażka w Pucharze Polski nie oznacza, że teraz też będzie tak samo. Jeśli dobrze pójdzie, to pewnie spotkamy się z nimi znowu w półfinale i wtedy dopiero będziemy chcieli pokazać na co nas stać.

Sezon zasadniczy zakończony. Jest drużyna, której obawiacie się w play-offach?
-Do każdej drużyny podchodzimy z szacunkiem. To są play-offy i – jak wszyscy wiemy – rządzą się swoimi prawami. Stawka jest wysoka, więc każdy będzie chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Trochę jest nam szkoda, że Automatyka nie znalazła swojego miejsca w „szóstce”, bo miło byłoby zagrać w rodzinnym mieście.

Co lubiliście robić w Gdańsku i jak teraz spędzacie wolny czas?
-Głównie odpoczywamy (śmiech). Znamy już trochę Katowice, bo przyjeżdżaliśmy tu jeszcze, gdy graliśmy w Sosnowcu. Lubimy pograć w piłkę, ale to jak każdy. A jeśli chodzi o Gdańsk, to jeździliśmy tam na motocrossach. To nasza druga miłość. Mieliśmy nawet swojego trenera, ale trudno było to pogodzić z hokejem, więc zrezygnowaliśmy.

Wiążecie swoją przyszłość z Polską Hokej Ligą?
-Głównie myślimy o tym, żeby się rozwijać, dlatego trudno odpowiedzieć na to pytanie. Obecnie skupiamy się na tym, żeby zdobyć tytuł, a później zobaczymy co życie przyniesie.

Przykładacie dużą wagę do tego, aby przeanalizować swój mecz?
-Analizujemy je z trenerem, więc jest to bardzo przydatne. Widzimy co musimy poprawić i co zrobić, żeby następnym razem było lepiej. Jest to pomocne zarówno przy naszej grze, jak i grze przeciwnika.

Jakie jest wasze zawodowe marzenie?
-Tutaj chyba też możemy zgodnie odpowiedzieć, że na chwilę obecną jest to zdobycie Mistrzostwa Polski. Jest to najbliższe w czasie, więc teraz właśnie to jest naszym marzeniem.

Gdybyście mieli określić hokej w trzech słowach, to powiedzielibyście, że hokej to: …
– … całe nasze życie! (śmiech)