Mecz pełen korzyści
  Added 4 months ago   Skomentuj
Borys Kymona fot. Karolina Sommer | Planet of Hockey
Każdy, kto pojawił się dziś na sosnowieckim lodowisku raczej nie żałuje swojego wyboru. Zagłębie Sosnowiec rozbiło dziś w pył GKS Tychy aplikując im sześć bramek, tracąc jedynie dwie. Ciekawostką jest fakt, że aż trzy z ośmiu dzisiejszych goli padło w momencie gry szęsciu na pięciu. Rzadko kiedy zdarza się, że pada aż tyle bramek, a najlepiej w tych sytuacjach odnajdywał się Aron Chmielewski strzelając 2 z nich w niespełna 90 sekund.

W 4. minucie na przestrzeni 10 sekund byliśmy świadkami stuprocentowych sytuacji. Najpierw Mateusz Gościński w podbramkowym zamieszaniu obił słupek bramki Niilo Halonena, a już dosłownie sekundę później Aron Chmielewski wygarnął gumę defensorom, ale w starciu oko w oko z Tomasem Fucikiem musiał uznać wyższość golkipera. Niedługo później na ławkę kar powędrował Erkka Seppala, a podczas gry w przewadze najaktywniejszy pod bramką był Rasmus Heljanko, który kilkukrotnie zagroził bramce sosnowiczan, lecz za każdym razem coś stawało na drodze do siatki. Minęło kolejne kilka minut później podobny popis nieskuteczności zaprezentował po drugiej stronie tafli Jere Jokinen. Fiński napastnik pomimo usilnych prób nie sprostał Fucikowi za każdym razem uderzając wprost w niego.

Gdy wydawało się, że bliżej otwarcia wyniku są gracze z Tychów, na pięć minut przed przerwą swoje ruchy zagęścili gospodarze. Równo z początkiem 17. minuty w podbramkowym zamieszaniu krążek potoczył się w stronę Arona Chmielewskiego, a ten z dwóch metrów pokonał bezradnego Tomasa Fucika. Ta bramka w żaden sposób nie wyhamowała żądzy sosnowiczan do zdobywania kolejnych bramek. Minutę później sędziowie zastosowali przywilej korzyści po faulu Alana Łyszczarczyka. Sosnowieccy hokeiści przez dłuższą chwile konstruowali atak, który stworzył duet Michał Naróg – Aron Chmielewski.

 Pierwszy rozegrał, drugi wykończył uderzając ile sił bez przyjęcia i golkiper mógł tylko wyjmować krążek z siatki. Tyszanie zdecydowanie nie uczyli się na błędach, bo niedługo po tej bramce ponownie popełnili faul i rywal miał korzyść. Gracze Zagłębia tym razem byli przy krążku grubo ponad minutę i ponownie to wyczekiwanie przyniosło efekt w postaci bramki. Ponownie katem tyskiej ekipy był Chmielewski tym razem uderzając z bulika między nogami bramkarza.

Druga tercja rozpoczęła się w szaleńczy wręcz sposób. Już 78 sekund od wznowienia gry krążek znalazł się w siatce. Jere Jokinen jakby chcąc zmazać plamę swojej nieskuteczności z pierwszej tercji i tym razem pokonał Tomsa Fucika strzałem na bliższy słupek. Tego było już za wiele dla Pekki Tirkkonena, który ściągnął z bramki Fucika wpuszczając w jego miejsce Kamila Lewartowskiego. Na pomeczowej konferencji trener wspomniał o tym, że miał to być impuls mający zmotywowac zespół do lepszej gry. Jak dziwnie by to nie brzmiało, ale wydawało się, że ta zmiana pomogła drużynie. Już 37 sekund po tej roszadzie tyszanie wykorzystali przewagę po wykluczeniu Vaino Sirkii. Filip Komorski stojąc przed bramką Niilo Halonena ze stoickim spokojem przekierował wrzutkę w tercje Rasmusa Heljanko i otworzył wynik po stronie swojego zespołu.

„Magia” nowego bramkarza na lodzie nie potrwała jednak zbyt długo, a zaledwie 2 minuty. Dokładnie tyle, co do sekundy minęło od wejścia Kamila Lewartowskiego na lód do kolejnej bramki. Michał Naród wyszukał podaniem Dominika Nahuńko, a ten pognał w tercje rywala i strzałem na dalszy słupek nie dał szans „Lewarowi”. Po tym trafieniu tyszanie jakby zebrali się w sobie i wreszcie zaczęli starać się o powrót do żywych. Dobre okazje stwarzali sobie Alan Łyszczarczyk, Joona Monto czy Mateusz Bryk, ale za każdym razem coś stawało na ich drodze, raz był to Niilo Halonen, a za innym razem byli niecelni. W 37. minucie korzyść została przyznana tym razem tyskiej ekipie, którą podobnie jak rywale skrzętnie wykorzystali. Akcję wykończył Mateusz Gościński zaskakując Niilo Halonena i wlewając nikłą nadzieję na odwrócenie losów meczu, jak przed tygodniem w Karwinie.

Cała trzecie tercja miała spokojny przebieg bez większych „ekscesów”. Gracze Zagłębia pewnie kontrolowali grę i spokojnie starali dobrnąć do końca meczu. Tyszanie co prawda próbowali gonić rywala, ale pomimo kończyło się wyłącznie na próbach, bowiem już ani razu nie pokonali Niilo Halonena. Kibice w wyprzedanej hali sosnowieckiej ekipy mogli już powoli fetować zwycięstwo swoich ulubieńców, a Ci jakby odwdzięczyli się im jeszcze jednym trafieniem. W 48. minucie Vaino Sirkia precyzyjnie wykończył trójkową akcje wypracowaną przez Sebastiana Brynkusa i Jere-Matiasa Alanena ucinając tym samym dyskusje, kto był dziś lepszą drużyną.


Zagłębie Sosnowiec – GKS Tychy 6:2 (3:0, 2:2, 1:0)

1:0 Aron Chmielewski – Miika Roine – Joni Piiponen (16:01)
2:0 Aron Chmielewski – Michał Naróg (17:47, z pustą bramką)
3:0 Aron Chmielewski – Sebastian Brynkus – Bartosz Ciura (19:14, z pustą bramką)
4:0 Jere Jokinen – Sebastian Brynkus – Erkka Seppala (21:18)
4:1 Filip Komorski – Rasmus Heljanko – Alan Łyszczarczyk (21:55, w przewadze)
5:1 Dominik Nahuńko – Michał Naróg (23:18)
5:2 Mateusz Gościński – Joona Monto – Valtteri Kakkonen  (36:02, z pustą bramką)
6:2 Vaino Sirkia – Jere-Matias Alanen – Sebastian Brynkus (48:24) 

Sędziowali:
Przemysław Gabryszak i Patryk Kasprzyk (główni) – Kacper Król i Łukasz Sośnierz (liniowi)
Minuty karne: 4 - 2
Strzały celne: 29 -26
Widzów: 2568

Zagłębie:
Halonen – Sozanski, Ciura; Chmielewski, Roine, Piiponen – Naróg, Biłas; Jokinen, Seppala (2), Brynkus – Krawczyk, Kotlorz; Bernacki, Sirkia (2), Alanen (2) – Kaczyński, Włodara; Nahunko, Gromadzki, Sołtys.
Trener: Mathias Lehtonen

GKS Tychy:
Fucik (od 21:18 Lewartowski) – Kaskinen, Bizacki; Gościński, Monto, Viitanen – Viinikainen, Kakkonen; Paś, Kuru (2), Jeziorski – Pociecha, Walli; Łyszczarczyk, Komorski, Heljanko – Bryk, Sobecki; Drabik, Kucharski, Ubowski
Trener: Pekka Tirkkonen

© 2026 PlanetOfHockey.com

O nas  |  Redakcja  |  Kontakt
Powered by