Każdego wieczora, gdy zapalały się światła, tafla pałacu zamieniała się w zaczarowaną scenę. Krążek, czarny jak węgiel, stawał się magicznym kamieniem i każdy chciał go posiąść dla siebie.
Ileż tam było bitew! Czasem zza gór i lasów wyłaniały się smoki z Katowic, innym razem wilki z Tychów lub jeszcze inne smoki prosto z Krakowa. Każdy przeciwnik był groźny, każdy chciał odebrać zwycięstwo. A jednak, gdy wojownicy wybiegali na lód - publiczność wiwatowała, a sufit drżał. Było w tym coś z dawnej magii, jakby mieszkańcy miasta jednym głosem przyzywali siłę swoich bohaterów.
Ale jak to w legendach bywa, nie zawsze mają tylko wesołe epizody… Bywały momenty trwogi, a lód zaczynał kruszyć się pod ciężarem problemów: brak złota w miejskiej szkatułce, kłopoty drużyny, oraz chwile, gdy wydawało się, że pałac zamarznie na zawsze, w ciszy i zapomnieniu. Wtedy starsi bytomianie opowiadali dzieciom dawne historie o tym, jak ich rycerze sięgali po mistrzostwa, podnosili puchary i jak całe miasto żyło dniem meczowym. Dzieci rosły, marząc, że kiedyś same wejdą na lód i napiszą kolejną kartę tej opowieści.
Wielką siłą tej legendy jest to, że każdy, kto raz usiądzie na trybunach, staje się jej bohaterem i może pisać historię dalej.
I tak, gdy na taflę znów wyjeżdżają wojownicy, a krążek śmiga jak zaczarowany kamień, opowieść trwa dalej. Gotowi na kolejny rozdział?
Trochę o historii…
A było to tak…
W latach pięćdziesiątych, w Bytomiu narodziła się pierwsza miłość do hokeja. To nie były jeszcze czasy ani hal sportowych, ani jaskrawego światła reflektorów. W parku miejskim zbudowano skromne lodowisko - otwartą taflę, po której zimą ślizgały się dzieci, a starsi chłopcy rozgrywali swoje pierwsze mecze.
Tamte chwile miały w sobie coś wyjątkowego. Łyżwy skrzypiały na lodzie, para z ust unosiła się nad lodowiskiem, a każdy strzał wydawał się ważniejszy niż finał mistrzostw świata. To właśnie wtedy powoli rodziła się legenda Polonii Bytom - nie w pałacach i salach pełnych złota, ale w prostym zimowym ogrodzie, gdzie marzenia były silniejsze od mrozu.
Z biegiem lat hokej w Bytomiu nabierał rozpędu. Drużyna zaczynała wygrywać mecze, zdobywać pierwsze medale i budzić dumę mieszkańców. Jednak mała tafla w parku przestała wystarczać. Stara hala z czasem zaczęła się kurczyć. Na moment wydawało się, że bajka dobiegła końca. Bytom potrzebował własnej kolebki hokeja.
W 2019 roku rozpoczęła się przebudowa. Za blisko 40 milionów złotych, z pomocą Ministerstwa Sportu, zbudowano nowoczesne lodowisko. Zniknęły stare ściany i dach, by ustąpić pola nowej, pięknej hali.
… i o architekturze
I tak powstało miejsce, które od razu ochrzczono bytomską świątynią hokeja.
Dzisiejsze Lodowisko im. Braci Nikodemowiczów wyróżnia się architekturą, jakiej trudno szukać w naszym kraju. Jego dach, zbudowany z potężnych dźwigarów z drewna, wygląda jak ogromne skrzydła rozpostarte nad taflą lodu.
Wysokie sufity dają poczucie przestrzeni, a trybuny - mogące pomieścić ponad 1400 kibiców - sprawiają, że podczas meczu całość wibruje jak serce. Gdy Polonia strzela gola, echo niesie się pod drewnianym sklepieniem tak, jakby cała hala śpiewała razem z kibicami.
To nie jest tylko budynek sportowy. To żywe miejsce; pełne wspomnień, emocji i opowieści. Kto choć raz wszedł na trybuny, poczuł chłód lodu i dźwięk łyżew tnących lód, ten wie, że to architektura, która nie tylko stoi, ale też opowiada historię.
Bohaterowie dawnych lat - na tej tafli rodziły się legendy
Mariusz Puzio
Mówiono, że kiedy brał kij do ręki, krążek zaczynał tańczyć jak zahipnotyzowany. Rywale gonili go w kółko, a on prowadził krążek tak lekko, jakby spacerował z psem po parku. Złośliwi twierdzili, że czasem sam się gubił w tych wszystkich zwodach - ale to i tak nie przeszkadzało mu kończyć akcji bramką.
Franciszek Kukla
Bramkarz o tak szybkim refleksie, że podobno potrafił złapać krążek… zanim ten jeszcze został uderzony. Kibice żartowali, że w bramce mógłby stać z książką i herbatą, a i tak nic by nie wpadło. Raz podczas meczu zatrzymał strzał barkiem, a kiedy wszyscy myśleli, że to przypadek, on mrugnął do trybun, jakby chciał powiedzieć: „Tak to właśnie planowałem”.
Jerzy Christ
Zawsze grał z powagą, jakby na tafli odbywał się wykład akademicki. Każde jego podanie było tak precyzyjne, że koledzy żartowali, iż Jerzy ma w oczach linijkę i cyrkiel. A gdy czasem spudłował, udawał, że to eksperyment naukowy, który wymaga powtórki.
Krystian Sikorski
Jego jazda była tak szybka, że nawet własny cień nie mógł za nim nadążyć. Zdarzało się, że po efektownym rajdzie zatrzymywał się dopiero… na bandzie. Ale gdy już brał się za strzał, publiczność wiedziała, że zaraz będzie fajerwerk. Kibice powtarzali, że jakby zamontować mu dopalacze w łyżwach, to grałby szybciej niż transmisja w telewizji.
Andrzej Kądziołka
Potrafił tak zaczarować krążek, że nikt - ani kibice, ani rywale - nie wiedzieli, gdzie on jest. Czasem wydawało się, że puck znika w powietrzu, a pojawia się nagle w bramce. Zdarzało mu się jednak, że zamiast bramki trafił… w kolegę z drużyny. Ale wszyscy wiedzieli, że u Kądziołki nic nie dzieje się przypadkiem - nawet jeśli wyglądało jak kabaret.
Współcześni bohaterowie Bytomia
Piotr Bajon
Szybki jak wiatr napastnik i były kapitan drużyny. Legenda głosi, że gdyby trzeba było, to sam wziął by łopatę i poprawił lód, byle tylko mecz się odbył. Zawsze pierwszy do walki, ostatni do zejścia z tafli - taki rycerz z herbem Polonii w sercu.
Leevi Karjalainen
Fiński obrońca, którego spokój mógłby zawstydzić nawet górnika siedzącego przy niedzielnym rosole. Rywale czasem myślą, że już minęli Leevi’ego, ale on pojawia się nagle jak duch i odbiera im krążek z uśmiechem, jakby częstował znajomego cukierkiem.
Tobiasz Jaworski
Młody bramkarz o duszy wojownika. Jeszcze niedawno królowały juniorskie zmagania, a teraz stoi między słupkami w seniorskiej drużynie, gdzie każdy strzał może znaczyć tak wiele. Kiedy staje na linii bramki, ma twarz skupioną, a oczy pełne determinacji. A gdy koziołkują krążki, forteca, którą tworzy własnymi rękawicami, potrafi zawieść rywala.
Kamil Górny
Strażnik obrony, człowiek, który woli odebrać krążek niż rozmawiać o pogodzie. Gra twardo, ale z elegancją, a kiedy wbija rywala w bandę, robi to z takim wdziękiem, że kibice porównują go do baletmistrza w pancernych łyżwach.
Tymoteusz Petrażycki
To „Młody Wilk”, który jeszcze się uczy, ale już dziś widać, że lód go kocha. Czasem jedzie szybciej niż powinien i ląduje w bandzie, ale kiedy zdobywa bramkę - publiczność bije brawo, bo wiedzą, że przed nimi przyszła gwiazda.
I tak jak dawni bohaterowie mieli swoje „magiczne sztuczki”, tak i ci współcześni wnoszą do bajki o Polonii nutę humoru, żywiołowości i młodzieńczego szaleństwa. Bo hokej w Bytomiu to nie tylko sport i historia - to też pole do uśmiechu, a zawodnicy są trochę bohaterami, a czasem trochę komikami, jednak zawsze - sercem drużyny.
Najważniejsze wydarzenia sportowe i powrót do TAURON Hokej Ligi
Lodowisko było świadkiem wielu niezapomnianych chwil. Tu Polonia zdobywała swoje mistrzostwa Polski i tu odbywały się mecze, które elektryzowały całe miasto. Tu wreszcie, w 2021 roku, świętowano otwarcie nowej hali! Wydarzenie zgromadziło dawnych i obecnych mistrzów, a echo oklasków niosło się daleko poza granice miasta.
Bytom gościł także turnieje międzynarodowe - w tym mistrzostwa świata kobiet i młodzieży. Na tafli, która pachniała jeszcze świeżym lodem po remoncie, rozgrywały się mecze, które udowodniły, że Bytom znów wrócił na hokejową mapę świata.
Dziś Polonia Bytom wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po sześciu latach przerwy znów słychać hymn TAURON Hokej Ligi rozbrzmiewający w bytomskiej świątyni, a zawodnicy trenują pod czujnym okiem Andreia Gusova.
Każdy mecz to dowód, że historia zatoczyła koło. Bajka trwa nadal - z nowymi bohaterami
i nowymi emocjami.
Głos bohaterów
Ale legenda o lodowisku Polonii Bytom nie byłaby pełna bez głosów tych, którzy tworzą ją każdego dnia. To właśnie zawodnicy - dawni i obecni - najlepiej potrafią opowiedzieć, czym dla nich jest ta hala, co czują, gdy stawiają łyżwy na tafli i jak smakuje każdy gol w niebiesko-czerwonych barwach.
A oto niektóre z ich słów:
Kamil Górny o powrocie do THL: “Tęskniliśmy za tym, bo wiadomo - mecze sparingowe są testowe, nowy zespół… pewne elementy taktyczne musieliśmy dograć, teraz w końcu była walka o coś, o punkty i myślę, że stanęliśmy na wysokości zadania, postraszyliśmy GieKSę (GKS Katowice). Myślę, że to jest dobry prognostyk na dalsze mecze, na cały sezon i mam nadzieję, że nasza gra będzie coraz lepiej wyglądała.
Oraz o tym, jak czuje się na bytomskim lodzie: “Dobrze się czuję tu, na tym lodowisku, niejednokrotnie już rozgrywałem tu mecze, na tej, czy na starej Stodole. Obiekt jest naprawdę na wysokim poziomie, wszystko dla zawodników, żeby profesjonalnie grać. Bardzo się cieszę, że trafiłem tutaj, do tego klubu i na to lodowisko, możemy się skupić na swojej pracy. Jakaś regeneracja/odnowa - nie musimy nigdzie jeździć. Jest też siłownia, mamy wszystko na miejscu, możemy się skupić po prostu na pracy i wykonywać ją w stu procentach.
Radosław Sawicki o powrocie do THL: “Na pewno jest to coś niesamowitego, pełne trybuny, pełna hala, kibice nam dopisali, atmosfera była fantastyczna, myślę, że mimo przegranej nie mamy się czego wstydzić, graliśmy całkiem niezły hokej, a te bodajże 6 lat bez Bytomia w lidze, to jak pokazaliśmy to było coś co nie powinno się wydarzyć i cieszymy się, że jesteśmy z powrotem.
I o tym, jak czuje się na lodowisku w Bytomiu, a na pytanie, czy jest to ich drugi dom, kiwa zdecydowanie głową: “Tak naprawdę jestem tutaj dopiero pierwszy tydzień, ale mogę powiedzieć, że znam to lodowisko już z poprzednich zgrupowań kadry i różnych innych spotkań. Jest to zdecydowanie super obiekt, fantastyczny lód i tak jak mówię, kibice nam dopisali, a to jest najważniejsze.”
Dla zawodników lodowisko Polonii Bytom to coś więcej niż hala - to dom, w którym rodzą się wspomnienia i przyjaźnie na całe życie. Starsi gracze wspominają swoje pierwsze mecze, gdy serce biło jak młot, a ręce drżały od emocji.
Hala jest niemal żywym organizmem - pamięta każdy gol, każde upadki i triumfy. Każdy trening i każda drużynowa zabawa z krążkiem to nowa opowieść, którą zawodnicy opowiadają potem sobie i kolegom, a kibice przeżywają razem z nimi.
Znaczenie lodowiska dla kibiców
Lodowisko Polonii Bytom to nie tylko miejsce dla zawodników, lecz prawdziwe serce całego miasta. Kibice przychodzą tu co mecz, nie tylko po to, by oglądać grę, ale by stać się częścią tej magicznej historii. Każde wejście na trybuny to jak powrót do rodzinnego ogniska, gdzie emocje, radość i wspomnienia mieszają się z zapachem świeżego lodu. To tutaj rodzą się przyjaźnie, które przetrwają lata, a każda owacja, każdy okrzyk, każdy doping staje się częścią wielkiej legendy o hokeju.
Głos kibiców:
„Przychodzę tu od dziecka. Każdy mecz to dla mnie jak spotkanie ze starymi przyjaciółmi i też już z tymi nowymi.”
„Lodowisko w Bytomiu to nasze wspólne miejsce - gdy Polonia zdobywa gola - to daje nam powera!”
„Nie ma znaczenia, czy pada śnieg, czy jest mróz - to tu jestem zawsze w sezonie. To moje/nasze miejsce, gdzie zapominamy o problemach.”
„Kiedy patrzę na młodych zawodników na tafli, przypominam sobie dawne mecze i czuję, że historia się kręci, razem z nami. To dodaje skrzydeł i pomaga optymistycznie spojrzeć na przyszłość hokeja.”
„To nie tylko hokej - to nasze miasto.”
A morał tej legendy jest taki…
…, że nie wszystkie historie zaczynają się od „Za siedmioma górami…” i nie wszystkie pałace buduje się z marmuru. Niektóre stoją na lodzie, mają ściany ze śniegu i fundamenty z ludzkiej pasji. Bytom ma właśnie taki pałac i dopóki na jego tafli rozbrzmiewa dźwięk łyżew, dopóty legenda o hokeju nigdy się nie skończy.
A legendy? Legendy nie giną. One rosną, z każdym kolejnym pokoleniem.
