Szczęśliwa siódemka tyszan
Added 6 months ago
Skomentuj
Karolina Sommer
fot. Karolina Sommer | Planet of Hockey
Siedem ciosów, zero odpowiedzi. Tak w skrócie można opisać jednostronne starcie w Sanoku, gdzie GKS Tychy wygrał 7:0. Skuteczny atak Tyszan i pierwsze czyste konto Lewartowskiego w sezonie to sygnał, że kryzys w szatni GKS-u został już zażegnany.
Tyszanie, prowadzeni przez Pekkę Tirkkonena, od pierwszego bulika przejęli kontrolę. Choć Sanok próbował się odgryźć, goście szybko udowodnili, że przyjechali tu po pełną pulę. Już po kilku minutach Alan Łyszczarczyk i duet Kuru-Helianko stwarzali realne zagrożenie, zmuszając Filipa Świderskiego do wytężonej pracy. Mimo że Bartłomiej Pociecha osłabił GKS, Sanoczanie w przewadze mieli problem z wyjściem z własnej tercji, a Lewartowski pozostawał praktycznie bezrobotny.
Kluczowe ciosy przyszły w drugiej połowie pierwszej tercji. Po szybkim wznowieniu i strzale z dystansu Bartłomiej Pociecha otworzył wynik w 11. minucie, zaskakując Filipa Świderskiego, który nie widział gumy.
Zaledwie dwie minuty później Dominik Paś podwyższył, wykorzystując zamieszanie i pokonując bramkarza Sanoka strzałem z backhandu.
Druga odsłona była pokazem mocy GKS w grze w przewadze. Tyszanie zachowali 100% skuteczność, zdobywając dwa kolejne gole w zaledwie minutę. Świderski co prawda popisał się na początku tercji instynktowną obroną w szpagacie po strzale Kuru, ale to było za mało, by powstrzymać nawałnicę.
Po karze dla wychowanka Tyskich Lwów, Wojtka Wilczoka, tyszanie potrzebowali zaledwie 10 sekund, by podwyższyć wynik spotkania. Hannu Kuru strzałem przy słupku umieścił gumę w bramce.
Niemal natychmiast po wznowieniu Ivan Kastsechka powędrował na ławkę kar, a GKS po raz kolejny błyskawicznie wykorzystał przewagę. Zaledwie 33 sekundy później Mark Viitanen, dawny gracz Sanoka, pokonał swojego byłego kolegę, dobijając rywali.
Mimo intensywnego oblężenia, Świderski do końca tercji nie dał się już pokonać, ale wynik 4:0 po dwóch tercjach i dominacja Tychów w strzałach (grubo ponad 40) nie pozostawiały złudzeń.
Ostatnia tercja była formalnością i okazją dla GKS-u do poprawienia statystyk. Choć początek po krótkiej przewadze był "na zero", tyszanie szybko wrócili do strzelania.
Rasmus Heljanko precyzyjnym strzałem zdobył piątą bramkę, wykorzystując podanie od Kuru.
W wyniku zamieszania pod bramką Rafał Drabik dopełnił dzieła, notując drugie trafienie w sezonie – oba przeciwko Sanokowi.
Ostatnia bramka w spotkaniu padła w 53. minucie. Kapitan Filip Komorski wykorzystał kolejną, czwartą w meczu, przewagę liczebną GKS.
STS Sanok - GKS Tychy 0:7 (0:2, 0:2, 0:3)
0:1 Bartłomiej Pociecha - Szymon Kucharski (10:20)
0:2 Dominik Paś - Mark Viitanen - Bartłomiej Pociecha (12:40)
0:3 Hannu Kuru - Bartłomiej Pociecha - Dominik Paś (24:35, w przewadze)
0:4 Olli Kaskinen - Alan Łyszczarczyk - Rasmus Heljanko (25:35, w przewadze)
0:5 Rasmus Heljanko - Hannu Kuru (45:01)
0:6 Rafał Drabik - Olli Kaskinen - Bartłomiej Pociecha (49:56)
0:7 Filip Komorski - Alan Łyszczarczyk - Valtteri Kakkonen (52:08, w przewadze)
Sędziowali: Wojciech Czech i Bartosz Kaczmarek (główni) - Kacper Król i Dariusz Pobożniak (liniowi)
Minuty karne: 10 - 2
Strzały: 13 - 70
Widzów: 900
STS Sanok: Świderski (2) - Niemczyk, Hwansee; J. Bukowski, Sienkiewicz, Filipek - Wilczok (2), Bieda; K. Bukowski, Prokurat (4), Tomiczek - Kastsechka (2), Sitnik; Kovalchuk, Nikolaevich, Huhdanpaa - Koczera, Starościak; Kamenev, Wawrzkiewicz, Kozlovsky.
Trener: Bogusław Rąpała
GKS Tychy: Lewartowski - Viinikainen, Bryk; Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen - Kaskinen, Kakkonen; Jeziorski, Kuru, Heljanko - Walli, Pociecha (2); Drabik, Paś, Viitanen - Sobecki, Ubowski; Janik, Kucharski, Gościński.
Trener: Pekka Tirkkonen
