Pociecha gasi entuzjazm Torunia
Added 2 weeks ago
Skomentuj
Karolina Sommer
fot. Magdalena Kozłowska | Planet of Hockey
To był mecz, który miał wszystko, za co kocha się hokej: zwroty akcji, dramatyczny powrót i decydujący cios zadany w mgnieniu oka. Stalowe Pierniki rzutem na taśmę doprowadziły do dogrywki, ale to GKS Tychy zachował więcej zimnej krwi, wywożąc z Tor-Toru dwa cenne punkty.
Torunianie, znani w tym sezonie z najskuteczniejszej ofensywy w lidze, od razu ruszyli do ataku. Od pierwszego wznowienia podopieczni Samiego Hirvonena narzucili tempo, którego goście z Tychów wyraźnie się nie spodziewali. Raz za razem nękali Tomasa Fucika, a tyszanom brakowało argumentów w ataku.
Licznik bramek otworzył się w 8. minucie. Gdy na ławce kar siedział Szymon Kucharski, torunianie założyli klasyczny hokejowy zamek. Krążek krążył jak po sznurku, aż w końcu spod bramki dograł Sedlak, a Vorona z bliska wepchnął gumę do sieci. Sędziowie musieli upewnić się na wideo, czy wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, ale werdykt był jasny: 1:0 dla Torunia. Tyszanie mogli mówić o sporym szczęściu, że po pierwszej odsłonie schodzili do szatni ze stratą zaledwie jednej bramki.
W szatni GKS-u musiało paść kilka męskich słów, bo na drugą tercję wyjechała zupełnie inna drużyna. Podrażnieni tyszanie ruszyli do odrabiania strat, grając agresywniej i szybciej. Efektem tego był remis w 31. minucie. Alan Łyszczarczyk oddał strzał, który zaskoczył Mateusza Studzińskiego. Krążek prześlizgnął się między parkanami i wpadł do bramki.
To trafienie wyraźnie podcięło skrzydła gospodarzom, a goście poczuli krew. Zaledwie pięć minut później GKS już prowadził. Tym razem w roli głównej wystąpił obrońca Mateusz Bryk, który wykorzystał świetne dogranie duetu Łyszczarczyk-Knuutinen. Torunianie nie tylko stracili prowadzenie, ale i jednego z liderów - po starciu przy bandzie urazu barku nabawił się reprezentant Polski, Mikołaj Syty.
Trzecia odsłona to desperacka pogoń Torunia. Goście mądrze się bronili, a gdy trzeba było – wybijali krążek na uwolnienie, kradnąc cenne sekundy. Fucik dwoił się i troił w bramce, zatrzymując kolejne nawałnice gospodarzy.
Końcówka meczu to czysty dreszczowiec. Trener Hirvonen postawił wszystko na jedną kartę. Po czasie ściągnął Studzińskiego z bramki. Tyszanie mieli „gumę meczową” na kiju – najpierw Heljanko, a potem Łyszczarczyk mogli zamknąć spotkanie strzałem do pustej bramki, ale krążek nie znalazł drogi do siatki. Niewykorzystane sytuacje zemściły się na Mistrzach Polski. Na 52 sekundy przed końcem, Zdenek Sedlak, najskuteczniejszy snajper KH Energi, wziął sprawy w swoje ręce. Czeski napastnik huknął z ostrego kąta, zaskakując Fucika i doprowadzając do dogrywki.
Euforia w Toruniu nie trwała jednak długo. Tyszanie potrzebowali zaledwie 31 sekund, by uciszyć Tor-Tor. Bartłomiej Pociecha dostał krążek, przymierzył idealnie z nadgarstka i dał zwycięstwo GKS-owi.
KH Energa Toruń - GKS Tychy 2:3d. (1:0, 0:2, 1:0, 0:1d.)
1:0 Alex Vorona - Zdenek Sedlak - Daniil Kulintsev (07:18, w przewadze)
1:1 Alan Łyszczarczyk - Henri Knuutinen (30:55)
1:2 Mateusz Bryk - Alan Łyszczarczyk - Henri Knuutinen (35:46)
2:2 Zdenek Sedlak - Deniss Fjodorovs - Andrei Denyskin (59:08, bez bramkarza)
2:3 Bartłomiej Pociecha - Hannu Kuru - Henri Knuutinen (60:31)
Sędziowali: Paweł Breske i Marcin Polak (główni) - Kacper Król i Sławomir Szachniewicz (liniowi)
Minuty karne: 2 - 2
Strzały: 37 - 26
Widzów: 1332
KH Energa Toruń: Studziński - Jaworski, Laitinen; Bashirov, Syty, Denyskin - Kulintsev, Zieliński; Vorona, Arrak, Sedlak - Gimiński, Schafer; K. Kalinowski, Fjodorovs, Cybulski - Kurnicki; Ziarkowski (2), Maćkowski, M. Kalinowski.
Trener: Sami Hirvonen
GKS Tychy: Fucik - Viinikainen, Bryk; Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen - Kaskinen, Bizacki; Jeziorski, Kuru, Heljanko - Walli, Pociecha; Kerkkanen, Paś, Viitanen - Sobecki; Ubowski, Kucharski (2), Gościński.
Trener: Pekka Tirkkonen
