Niespodzianka na Zimowym
Added 2 months ago
Skomentuj
Borys Kymona
fot. Karolina Sommer | Planet of Hockey
Spotkanie w pierwszej tercji rozwijało się dosyć powoli. Obydwie drużyny, co prawda, mieli swoje okazje, jednak daleko im było do klarownych okazji bramkowych. Pod bramkami zarówno Kamila Lewartowskiego, jak i Szymona Klimowskiego raz po raz pojawiali się zawodnicy, jednak nie miało to przełożenia na wynik. Sytuacja zmieniła się dopiero w 8. minucie meczu. Wtedy to, korzystając z przewagi po wykluczeniu Macieja Kruczka, trójkolorowym udało się otworzyć wynik spotkania. Hannu Kuru podał w gąszcz zawodników pod bramką „Pasów”, a tam najszybciej odnalazł go Joel Kerkkanen i z bliskiej odległości pokonał nieco zdezorientowanego Szymona Klimowskiego.
To trafienie na jakiś czas wyraźnie pobudziło tyski zespół, który coraz więcej przebywał w tercji rywala, starając się strzelać kolejne gole. W 12. minucie spotkania dobrą szansę na wyrównanie zmarnował Antoni Dziurdzia. Napastnik Cracovii samotnie pognał na tyską bramkę, jednak pomimo niezłego ustawienia, próbie brakowało animuszu i trafiła wprost w Kamila Lewartowskiego i nie sprawiła mu żadnych problemów. Dalsza część tercji bardzo przypominała początek spotkania. Niby zawodnicy często byli pod bramkami przeciwników, ale nie przynosiło to wymiernych efektów.
Druga tercja rozpoczęła się po myśli Cracovii. Niespełna 90 sekund gry wystarczyło, żeby doprowadzili do wyrównania. Sean Montgomery wygarnął krążek jednemu z tyskich obrońców i wypalił bez zastanowienia wprost na bramkę, zaskakując Kamila Lewartowskiego. Tyszanie szybko ruszyli do odrabiania strat, w czym prym wiedli, jak zwykle ostatnio, fińscy zawodnicy. Rasmus Heljanko oddał ciekawe uderzenie z czerwonej linii, które niemal zaskoczyło Szymona Klimowskiego. Olli Kaskinen tuż po wygranym buliku soczyście przymierzył w poprzeczkę, a Joel Kerkkanen w sytuacji sam na sam przełożył sobie krążek o jeden raz za dużo i nie zdążył pokonać leżącego już golkipera.
Zawodnicy Cracovii bardzo szybko skorzystali na tej niedokładności swoich rywali i szybką kontrą obrócili losy meczu o 180 stopni. Henry Karjalainen pognał lewą stroną lodu, podał do niezawodnego dzisiaj Sean Montgomerego, a ten ponownie znalazł sposób na tyskiego golkipera, wprawiając tyskie lodowisko w niemałą konsternację. Gospodarze jak najszybciej próbowali wyrównać, ale szło im z tym, jak po grudzie. Najlepszą okazję zmarnował Rasmus Heljanko. Fiński napastnik miał odkrytą sporą część bramki, jednak jakimś cudem trafił wprost w rozpaczliwie interweniującego Szymona Klimowskiego. Ta obrona zasługuje na szczególną uwagę, bo nie dość, że była instynktowna, to jeszcze wykonana w pełnym szpagacie.
Gdy wydawało się, że nad krakowską bramką czuwa jakieś fatum, trójkolorowi wyrównali. Mateusz Gościński dostał w 37. minucie gumę pod bramkę i ze stoickim spokojem pokonał Szymona Klimowskiego. W końcówce tercji tyszanie ponownie dążyli do zmiany rezultatu, a szczególnie aktywny był ich czwarty atak. Na kilkadziesiąt sekund przed przerwą dobrą okazję do powrotu na prowadzenie zmarnował Mateusz Ubowski. Tyski napastnik na dużej szybkości wjechał do tercji „Pasów” i z bulika uderzeniem szukał okienka, lecz nieco przeszacował swoją celność i uderzył tuż nad spojeniem.
Na ostatnie 20 minut podopieczni Pekki Tirkkonena wyszli z mocnym postanowieniem poprawy i odwróceni losów meczu. Przypominał to nieco formułe kopiuj-wklej, ponieważ ponownie tyszanie częściej byli przy krążku, ale nic z tego nie wynikało. Dość powiedzieć, że jedynym obiektem, który podczas tej ofensywy przekroczył krakowską linie bramkową był… Szymon Klimowski, po tym, jak wpadł w niego jeden z tyskich graczy.
Po raz kolejny w kapitalny sposób niefrasobliwość gospodarzy wykorzystała Cracovia. W 48. minucie z dwójkową kontrą ruszyli gracze pierwszej formacji: Damian Kapica i Henry Karjalainen. Akcje rozprowadził ten drugi, a wychowanek nowotarskiego Podhala musiał jedynie dotrzymać mu tempa i dołożyć kija, aby przekierować podanie wprost do siatki.
Po kilku minutach usilnych prób tyszanie ponownie wyrównali. Potrzebowali oni zaledwie 14 sekund gry w przewadze, żeby strzelić trzeciego gola. Joel Kerkkanen, tak jak przy pierwszej bramce wykorzystał podanie Hannu Kuru i strzałem bez przyjęcia wbił krążek tuż przy parkanie Szymona Klimowskiego. Do końca tercji żadnemu z zespołów nie udało się już przechylić szali na swojąkorzyść, a więc czekała nas dogrywka.
Jako pierwszy zwycięską bramkę w dogrywce mógł zdobyć Dominik Paś, jednak uderzył tuż nad poprzeczką bramki Szymona Klimowskiego. Zaraz po tym ruszyła kontra „Pasów” zakończona strzałem, którego nie zamroził Kamil Lewartowski, a krążek zatrzymał w polu bramkowym. Po olbrzymim zamieszaniu do gumy dopadł Taavi Tiala i wbił go do siatki. Siedzowie analizowali jeszcze sytuacje, ale nie dopatrzyli się niczego niezgodnego z przepisami i zakończyli spotkanie uznaniem trafienia.
GKS Tychy – Comarch Cracovia 3:4d. (1:0, 1:2, 1:1, 0:1d.)
1:0 Joel Kerkkanen – Hannu Kuru – Bartłomiej Pociecha (07:48, w przewadze)
1:1 Sean Montgomery (21:27)
1:2 Sean Montgomery – Henry Karjalainen – Maciej Kruczek (26:39)
2:2 Mateusz Gościński – Bartłomiej Pociecha – Olaf Bizacki (36:12)
2:3 Damian Kapica – Henry Karjalainen – Maciej Kruczek (47:45)
3:3 Joel Kerkkanen – Hannu Kuru - Henri Knuutinen (52:38, w przewadze)
3:4 Taavi Tiala - Oskar Jaśkiewicz (62:04)
Sędziowali: Andrzej Nenko i Paweł Kosidło (główni) – Eryk Sztwiertnia i Dawid Kubiszewski (liniowi)
Minuty karne: 4 - 8
Strzały: 39 - 21
Widzów: 1727
GKS Tychy: Lewartowski – Viinikainen, Bryk; Knuutinen, Łyszczarczyk, Komorski – Kaskinen, Bizacki; Kuru (2), Heljanko, Jeziorski – Pociecha, Sobecki; Kerkkanen, Paś, Viitanen – Walli (2); Kucharski, Gościński, Ubowski
Trener: Pekka Tirkkonen
Cocharch Cracovia: Klimowski – Noworyta, Kruczek (2); Karjalainen, Montgomery, D. Kapica (2) – Michalski, Wajda; Dziurdzia, Mocarski, Gumiński – Jaśkiewicz, Jaracz (2); Maki, Valtola, Tiala – Mętel; Janeczek, Malasiński, Ślusarek
Trener: Krystian Dziubiński
Mało kto mógł spodziewać się takiego przebiegu niedzielnego meczu Tychach. Obstawiani jako pewni faworyci tyszanie ulegli po dogrywce Cracovii. Na uznanie zasługuje gra defensywy "Pasów", która była głównym atutem zespołu spod Wawelu i dzięki niej mogą świętować zwycięstwo.
Spotkanie w pierwszej tercji rozwijało się dosyć powoli. Obydwie drużyny, co prawda, mieli swoje okazje, jednak daleko im było do klarownych okazji bramkowych. Pod bramkami zarówno Kamila Lewartowskiego, jak i Szymona Klimowskiego raz po raz pojawiali się zawodnicy, jednak nie miało to przełożenia na wynik. Sytuacja zmieniła się dopiero w 8. minucie meczu. Wtedy to, korzystając z przewagi po wykluczeniu Macieja Kruczka, trójkolorowym udało się otworzyć wynik spotkania. Hannu Kuru podał w gąszcz zawodników pod bramką „Pasów”, a tam najszybciej odnalazł go Joel Kerkkanen i z bliskiej odległości pokonał nieco zdezorientowanego Szymona Klimowskiego.
To trafienie na jakiś czas wyraźnie pobudziło tyski zespół, który coraz więcej przebywał w tercji rywala, starając się strzelać kolejne gole. W 12. minucie spotkania dobrą szansę na wyrównanie zmarnował Antoni Dziurdzia. Napastnik Cracovii samotnie pognał na tyską bramkę, jednak pomimo niezłego ustawienia, próbie brakowało animuszu i trafiła wprost w Kamila Lewartowskiego i nie sprawiła mu żadnych problemów. Dalsza część tercji bardzo przypominała początek spotkania. Niby zawodnicy często byli pod bramkami przeciwników, ale nie przynosiło to wymiernych efektów.
Druga tercja rozpoczęła się po myśli Cracovii. Niespełna 90 sekund gry wystarczyło, żeby doprowadzili do wyrównania. Sean Montgomery wygarnął krążek jednemu z tyskich obrońców i wypalił bez zastanowienia wprost na bramkę, zaskakując Kamila Lewartowskiego. Tyszanie szybko ruszyli do odrabiania strat, w czym prym wiedli, jak zwykle ostatnio, fińscy zawodnicy. Rasmus Heljanko oddał ciekawe uderzenie z czerwonej linii, które niemal zaskoczyło Szymona Klimowskiego. Olli Kaskinen tuż po wygranym buliku soczyście przymierzył w poprzeczkę, a Joel Kerkkanen w sytuacji sam na sam przełożył sobie krążek o jeden raz za dużo i nie zdążył pokonać leżącego już golkipera.
Zawodnicy Cracovii bardzo szybko skorzystali na tej niedokładności swoich rywali i szybką kontrą obrócili losy meczu o 180 stopni. Henry Karjalainen pognał lewą stroną lodu, podał do niezawodnego dzisiaj Sean Montgomerego, a ten ponownie znalazł sposób na tyskiego golkipera, wprawiając tyskie lodowisko w niemałą konsternację. Gospodarze jak najszybciej próbowali wyrównać, ale szło im z tym, jak po grudzie. Najlepszą okazję zmarnował Rasmus Heljanko. Fiński napastnik miał odkrytą sporą część bramki, jednak jakimś cudem trafił wprost w rozpaczliwie interweniującego Szymona Klimowskiego. Ta obrona zasługuje na szczególną uwagę, bo nie dość, że była instynktowna, to jeszcze wykonana w pełnym szpagacie.
Gdy wydawało się, że nad krakowską bramką czuwa jakieś fatum, trójkolorowi wyrównali. Mateusz Gościński dostał w 37. minucie gumę pod bramkę i ze stoickim spokojem pokonał Szymona Klimowskiego. W końcówce tercji tyszanie ponownie dążyli do zmiany rezultatu, a szczególnie aktywny był ich czwarty atak. Na kilkadziesiąt sekund przed przerwą dobrą okazję do powrotu na prowadzenie zmarnował Mateusz Ubowski. Tyski napastnik na dużej szybkości wjechał do tercji „Pasów” i z bulika uderzeniem szukał okienka, lecz nieco przeszacował swoją celność i uderzył tuż nad spojeniem.
Na ostatnie 20 minut podopieczni Pekki Tirkkonena wyszli z mocnym postanowieniem poprawy i odwróceni losów meczu. Przypominał to nieco formułe kopiuj-wklej, ponieważ ponownie tyszanie częściej byli przy krążku, ale nic z tego nie wynikało. Dość powiedzieć, że jedynym obiektem, który podczas tej ofensywy przekroczył krakowską linie bramkową był… Szymon Klimowski, po tym, jak wpadł w niego jeden z tyskich graczy.
Po raz kolejny w kapitalny sposób niefrasobliwość gospodarzy wykorzystała Cracovia. W 48. minucie z dwójkową kontrą ruszyli gracze pierwszej formacji: Damian Kapica i Henry Karjalainen. Akcje rozprowadził ten drugi, a wychowanek nowotarskiego Podhala musiał jedynie dotrzymać mu tempa i dołożyć kija, aby przekierować podanie wprost do siatki.
Po kilku minutach usilnych prób tyszanie ponownie wyrównali. Potrzebowali oni zaledwie 14 sekund gry w przewadze, żeby strzelić trzeciego gola. Joel Kerkkanen, tak jak przy pierwszej bramce wykorzystał podanie Hannu Kuru i strzałem bez przyjęcia wbił krążek tuż przy parkanie Szymona Klimowskiego. Do końca tercji żadnemu z zespołów nie udało się już przechylić szali na swojąkorzyść, a więc czekała nas dogrywka.
Jako pierwszy zwycięską bramkę w dogrywce mógł zdobyć Dominik Paś, jednak uderzył tuż nad poprzeczką bramki Szymona Klimowskiego. Zaraz po tym ruszyła kontra „Pasów” zakończona strzałem, którego nie zamroził Kamil Lewartowski, a krążek zatrzymał w polu bramkowym. Po olbrzymim zamieszaniu do gumy dopadł Taavi Tiala i wbił go do siatki. Siedzowie analizowali jeszcze sytuacje, ale nie dopatrzyli się niczego niezgodnego z przepisami i zakończyli spotkanie uznaniem trafienia.
GKS Tychy – Comarch Cracovia 3:4d. (1:0, 1:2, 1:1, 0:1d.)
1:0 Joel Kerkkanen – Hannu Kuru – Bartłomiej Pociecha (07:48, w przewadze)
1:1 Sean Montgomery (21:27)
1:2 Sean Montgomery – Henry Karjalainen – Maciej Kruczek (26:39)
2:2 Mateusz Gościński – Bartłomiej Pociecha – Olaf Bizacki (36:12)
2:3 Damian Kapica – Henry Karjalainen – Maciej Kruczek (47:45)
3:3 Joel Kerkkanen – Hannu Kuru - Henri Knuutinen (52:38, w przewadze)
3:4 Taavi Tiala - Oskar Jaśkiewicz (62:04)
Sędziowali: Andrzej Nenko i Paweł Kosidło (główni) – Eryk Sztwiertnia i Dawid Kubiszewski (liniowi)
Minuty karne: 4 - 8
Strzały: 39 - 21
Widzów: 1727
GKS Tychy: Lewartowski – Viinikainen, Bryk; Knuutinen, Łyszczarczyk, Komorski – Kaskinen, Bizacki; Kuru (2), Heljanko, Jeziorski – Pociecha, Sobecki; Kerkkanen, Paś, Viitanen – Walli (2); Kucharski, Gościński, Ubowski
Trener: Pekka Tirkkonen
Cocharch Cracovia: Klimowski – Noworyta, Kruczek (2); Karjalainen, Montgomery, D. Kapica (2) – Michalski, Wajda; Dziurdzia, Mocarski, Gumiński – Jaśkiewicz, Jaracz (2); Maki, Valtola, Tiala – Mętel; Janeczek, Malasiński, Ślusarek
Trener: Krystian Dziubiński
