Zmarnowana szansa. Polska młodzież przegrywa drugi mecz w Mediolanie
  Added 2 months ago   Skomentuj
Adam Suski fot. Karolina Sommer | Planet of Hockey
Polska kadra do lat 20 znów może pluć sobie w brodę. Po raz drugi w rozgrywanych w Mediolanie Mistrzostwach Świata dywizji 1B Orły przegrały po dogrywce. Porażka ta boli szczególnie, że Biało-Czerwoni przez większą część meczu prowadzili, a wyrównujący gol padł ledwie 12 sekund przed końcową syreną. W efekcie tego wyniku szanse młodych Polaków na awans do dywizji 1A leżą już głównie w rękach rywali.

Na otwarcie wyniku reprezentanci Polski nie kazali nam długo czekać. Już w 3. minucie meczu po wznowieniu na buliku precyzyjnym uderzeniem z niebieskiej popisał się Wiktor Bieda. Na linii strzału znalazł się jeszcze Oskar Laszkiewicz, który utrudnił interwencję estońskiemu golkiperowi, jednak zdaniem pań sędziów nie zmienił on toru lotu krążka i trafienie zapisano przy nazwisku obrońcy STS-u Sanok. Dobry początek sprawił, że Polacy poczuli się pewnie w tej konfrontacji. Nie zachwiała tej pewności także kara za opóźnianie gry nałożona na Jakuba Onaka, gdyż rywale nie stworzyli wielkiego zagrożenia pod bramką Jaworskiego. Po wyrównaniu sił na lodzie Polacy coraz częściej gościli w tercji obronnej rywali i wkrótce udokumentowali swoją przewagę, trafiając po raz drugi tego popołudnia do siatki. Po wyłuskaniu krążka w okolicach bramki Estończyków i szybkim rozegraniu przed znakomitą szansą stanął Olaf Zachariasz, który to umiejętnie wymanewrował estońskiego bramkarza w sytuacji sam na sam i w ten sposób podwyższył prowadzenie naszej kadry. W kolejnych fragmentach pierwszej tercji można było jednak odnieść wrażenie, że Biało-Czerwoni oddali nieco inicjatywę, co było niczym woda na młyn dla szukających kontaktowego gola Estończyków. Ci sprawdzili kilkukrotnie czujność Tobiasza Jaworskiego, ale ten w odpowiednich momentach był na posterunku. W jednej sytuacji bramkarzowi Polonii Bytom dopisało też sporo szczęścia, gdy po koronkowej akcji, mając odsłoniętą niemal całą bramkę, w słupek trafił Timofejev. Ostatecznie na pierwszą przerwę Polacy schodzili jednak z dwubramkową zaliczką.

Estońska młodzież dopięła swego niedługo po starcie drugiej części spotkania. Po walce przy bandzie krążek trafił do pozostawionego bez opieki na wprost bramki Abeljanova. Ten nie zawahał się i mocnym strzałem doprowadził Jaworskiego do pierwszej kapitulacji. Zaledwie 32 sekundy później Estończycy wyciągnęli w stronę Polaków jednak pomocną dłoń. Podopieczni trenera Simo Luukkainena chcieli spokojnie rozegrać akcję od własnej bramki, lecz w wyniku niefortunnego zagrania obrońca Paavel Tammert w dość kuriozalny sposób… ograł własnego bramkarza. Gol zapisano oczywiście na konto Tymoteusza Petrażyckiego, który jako ostatni z Polaków dotknął krążka przed samobójczą bramką. Wydawało się, że ta niecodzienna sytuacja wyprowadzi ekipę naszych sobotnich rywali już całkowicie z równowagi, ale Estończycy we wzorowy sposób zareagowali na wcześniejsze niepowodzenia i ruszyli z atakami na bramkę Polaków. I tak po jednym z niewygodnych strzałów obronionych przez Jaworskiego gumę zebrał Akim Frolkov i choć w pierwszej chwili nie trafił kijem w krążek, to przy drugiej próbie oddania strzału zrobił to niemal perfekcyjnie, zaskakując zasłoniętego bramkarza. W następnych minutach Biało-Czerwoni próbowali się odgryźć, jednak dobrej sytuacji nie wykorzystał Mateusz Majkowski. Chwilę później zmarnowana okazja zemściła się na Polakach w najgorszy możliwy sposób, bowiem konkurenci znów trafili do siatki i tym samym wyrównali stan rywalizacji. Na tym ofensywa obu drużyn się nie skończyła, gdyż po nieco ponad minucie gry Polacy wrócili na prowadzenie. Swoistego zadośćuczynienia po wcześniej zmarnowanej sytuacji dokonał Majkowski, który, gdy tylko otrzymał nieco więcej miejsca na lodzie, bez zastanowienia się huknął na bramkę strzeżoną przez Tislera i tym razem umieścił krążek tuż przy słupku. Po tym trafieniu emocje na lodzie nieco opadły i wynik nie uległ zmianie już do końcowej syreny. W nieco lepszych nastrojach do szatni udali się więc Polacy, choć ich przewaga stopniała po drugiej tercji do jednego gola. 

Trzecie 20 minut tego pojedynku obie ekipy zaczęły dość zachowawczo. Po dość niemrawych pierwszych fragmentach tej tercji pod obiema bramkami zaczęło się w końcu coś dziać. W 47. minucie Polacy mieli dogodną okazję, żeby podwyższyć prowadzenie, ale z bliskiej odległości, mając tylko bramkarza przed sobą, nie trafił do siatki Wiktor Makuła. Kilka razy do pracy zmuszony został także Tobiasz Jaworski,  popisując się przy tym widowiskową interwencją po strzale Timofejeva, który chciał objechać polską bramkę i zza kołnierza zaskoczyć naszego golkipera. W 53. minucie Estończycy sami utrudnili sobie pogoń za rezultatem, łapiąc pierwszą karę w tym spotkaniu. Polacy nie wykorzystali jednak okresu gry z jednym graczem na lodzie więcej, a chwilę po tym na ławkę kar odesłany został Rafał Drabik. Na nasze szczęście przeciwnicy również nie popisali się w grze w przewadze, co mocno przybliżyło zawodników znad Wisły do końcowego triumfu. Młodzież z Estonii nie miała więc już nic do stracenia i na 2 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry zdecydowała się wycofać bramkarza. Gdy wydawało się, że podopieczni Gusova przetrwają oblężenie ich bramki, na 12 sekund przed syreną stało się to, czego Polacy chcieli za wszelką cenę uniknąć. Sprawy w swoje ręce wziął Maksim Burkov, który zdecydował się na indywidualną akcję - minął jak tyczkę jednego z rywali, a później po podprowadzeniu krótko krążka, trafił nim do siatki i wyrównał stan meczu. 

Po raz drugi na tym turnieju Polakom przyszło więc rywalizować w dogrywce. I kolejny raz, to rywale byli w niej górą. Choć nie musiało tak być, bo bardzo dobrą okazję do zakończenia rywalizacji miał Jakub Janik, który po przejęciu pognał z nim niemal przez całe lodowisko, by zwieńczyć wszystko nieudanym strzałem. Precyzji nie zabrakło natomiast Timofejevowi, który bezpardonowo wjechał do tercji ofensywnej, objeżdżając najpierw polskich graczy z pola, a później także próbującego interweniować parkanem Jaworskiego. 

Polacy dopisali do swojego dorobku punktowego zatem jedno oczko, co sprawia, że kwestia potencjalnego awansu do dywizji 1a mocno się komplikuje. Jeśli w zaplanowanym na godz. 20 spotkaniu Węgrzy wygrają za trzy punkty z Włochami, będą oni już pewni pierwszego miejsca w tabeli. 

Estonia U20 - Polska U20 5:4d. (0:2, 3:2, 1:0, 1:0d.)

0:1 Wiktor Bieda (02:39)
0:2 Olaf Zachariasz - Jakub Janik (12:46)
1:2 Artjom Abeljanov - Akim Frolkov - Artjom Masljonov (21:56)
1:3 Tymoteusz Petrażycki (22:38)
2:3 Akim Frolkov (27:28)
3:3 Nikita Antonov - Paavel Tammert - Maksim Burkov (31:32)
3:4 Mateusz Majkowski - Wojciech Wilczok - Olaf Zachariasz (32:53)
4:4 Maksim Burkov - Nikita Antonov - David Timofejev (59:48)
5:4 David Timofejev - Maksim Burkov - Aleksandr Maslov (62:53)

Sędziowały: Ida Henriksson, Shauna Neary (główne) oraz Kristyna Hajkova i Justine Tood (liniowe) 
Minuty karne: 2 - 4
Strzały: 32 - 19

Estonia U20: Tisler - Tammert (2), Antonov; Timofejev D., Burkov, Morozov - Luht R., Maslov; Orlov, Heitkov, Koltsov - Kalamees, Vahi; Frolkov, Masljonov, Abeljanov - Luht D.; Mostkovski, Kookmaa, Kudeviita - Timofejev A.
Trener: Simo Luukkainen

Polska U20: Jaworski - Bieda, Hanzel; Laszkiewicz, Stolarski, McGovern - Onak (2), Kashalevich; Sawicki, Drabik (2), Makuła - Majkowski, Wilczok; Zachariasz, Skrzypski, Janik - Wojciechowski, Mościcki; Ziober, Gumiński, Petrażycki. 
Trener: Andrei Gusov

© 2026 PlanetOfHockey.com

O nas  |  Redakcja  |  Kontakt
Powered by