Przed spotkaniem KS Unia Oświęcim uhonorowała dwóch byłych graczy – Sebastiana i Roberta Kowalówkę. Pierwszy z braci zagrał 629 spotkań ligowych, w których zaliczył 140 goli i 217 asyst. W trakcie swojej kariery zdobył też aż 10 medali Mistrzostw Polski, z czego cztery złote. Drugi w zespole z Chemików 4 pełnił głównie rolę rezerwowego bramkarza, występując w 38 spotkaniach.
Początek rywalizacji w Oświęcimiu przebiegał zgodnie z tym, czego można było się spodziewać. Unia jako faworyt tej konfrontacji częściej utrzymywała się przy krążku i przeprowadzała składne ataki pozycyjne. Jeden z nich zakończył się strzałem Adreasa Soderberga w boczną siatkę. Cracovia liczyła natomiast na kontry i ten element również dobrze sprawdzał się w wykonaniu przyjezdnych. Najgroźniej było, gdy w dwójkowej akcji na bramkę Linusa Lundina popędzili Olli Valtola i Taavi Tiala, ale ten drugi trafił prosto w golkipera biało-niebieskich. Im dalej w las, tym Krakowianie coraz odważniej poczynali sobie w tercji ataku. Pomogła też w tym pierwsza w tym meczu gra w przewadze, która choć nie przyniosła zmiany rezultatu, to w jej trakcie Lundin musiał przynajmniej dwa razy popisać się skutecznymi interwencjami.
W szeregach miejscowej ekipy znów aktywny był Erik Ahopelto. Fiński napastnik w 15. minucie pokonał z krążkiem ponad pół lodowiska, wyprzedzając obrońców, by skwitować to nienajlepszym strzałem. W końcówce pierwszej tercji Unia jeszcze raz zagroziła bramce Lipiainena, gdy po dobrym podaniu od Ville Heikkinena z prawego bulika huknął ponownie Soderberg. Wynik nie uległ jednak zmianie i widownia w Oświęcimiu nie oglądała w premierowych 20 minutach żadnej bramki.
Podopieczni Roberta Kalabera wyszli po przerwie na lód z ofensywnym usposobieniem. Gra długimi fragmentami toczyła się w tercji defensywnej Cracovii, choć zasadniczo niewiele z tego wynikało. Podobne wrażenia można było odnieść także po pierwszej w tym meczu grze Unii w przewadze. Długo rozgrywany krążek, szukanie dogodnych pozycji, a finalnie albo zablokowane strzały, albo te niestanowiące zagrożenia dla Lipiainena – tak w skrócie można podsumować ten okres. Nieskuteczność w ataku to jedno, ale nie można też zapomnieć o defensywie. A hokeiści Unii jakby w ogóle nie zorientowali się, że z boksu kar po upływie 2 minut wyjedzie Antoni Dziurdzia, który nagle znalazł się w sytuacji sam na sam. 25-latek nie zdołał jednak oszukać Lundina, który miał spore (i całkiem uzasadnione) pretensje do swoich kolegów z pola.
Strzelecka niemoc z obu stron trwała w najlepsze, więc Cracovia postanowiła wyciągnąć pomocną rękę. I to niemal dosłownie, bo Maciej Kruczek otrzymał dość nietypowe wykluczenie – za zamknięcie krążka w łapaczce. Również i tym razem sytuacja 5 na 4 absolutnie niczego nie zmieniła. Kruczek natomiast powrócił na lód po odbytej karze i oddał mocny strzał z prawego bulika. Do końca drugiej tercji działo się już niewiele ciekawego i na kolejną przerwę zawodnicy udali się przy bezbramkowym remisie.
Wraz z początkiem trzeciej części spotkania obraz gry szczególnie się nie zmienił. Trenerzy musieli zdawać sobie sprawę, że w takim meczu o wyniku zadecyduje najprawdopodobniej jedna bramka, toteż nikt nie chciał przesadnie zaryzykować. Najlepszą okazję, by w końcu otworzyć wynik, miał w 47. minucie Adrian Prusak. Występujący dziś jako asystent kapitana gracz czwartej formacji nie zdołał jednak zmieścić krążka na wpół pustą bramkę z bliskiej odległości.
W ostatnich kilkunastu minutach zarysowywała się coraz większa przewaga gospodarzy i wydawało się, że jej kulminacją będzie kolejny okres w liczebnej nadwyżce. Nic bardziej mylnego. Unia dalej nie potrafiła przełożyć posiadania krążka na konkretne sytuacje podbramkowe. Gdy kibice zgromadzeni przy Chemików 4 szykowali się już na dogrywkę, strzelecki impas przerwał, co dobrze podsumowuje dzisiejszy mecz, obrońca – Roman Dyukov. Lwią część pracy przy tej bramce wykonał jednak Mika Partanen, który wyłożył gumę Białorusinowi jak na patelni. Cracovia szukała jeszcze okazji do wyrównania, angażując w to wszystkie siły ofensywne, ale nie przyniosło to skutku. Pełna pula została w Oświęcimiu.
KS Unia Oświęcim – Comarch Cracovia 1:0 (0:0, 0:0, 1:0)
1:0 Roman Dyukov - Mika Partanen - Erik Ahopelto (57:39)
Sędziowali: Bartosz Kaczmarek i Paweł Breske (główni) - Piotr Podlas i Kamil Wiwatowski (liniowi)
Minuty karne: 2 - 6
Strzały: 38 - 28
Widzów: 1988
KS Unia Oświęcim: Lundin - Soderberg, Morrow; Moutrey, Olsson-Trkulja, Peresunko - Scarlett, Dyukov; Partanen, Heikkinen, Ahopelto - Mościcki, Kubes; Kasperlik, Galant, Petras - Ziober, Matthews; Prusak, Prokopiak (2), Kusak
Trener: Robert Kalaber
Comarch Cracovia: Lipiainen - Bezwiński, Wajda; Karjalainen, Montgomery, Mocarski - Jaśkiewicz, Michalski (2); Tiala, Valtola, Maki - Kruczek (2), Metel; Dziurdzia (2), Kot, Kapica D. - Janeczek, Kapa; Gumiński, Kapica F., Dawid
Trener: Krystian Dziubiński
