Pierwsze spotkanie katowicko-oświęcimskiego półfinału zaczęło się znakomicie dla przyjezdnych. Już w 26. sekundzie wynik otworzył Mika Partanen. GieKSa przejęła inicjatywę na dobre w drugiej tercji, odskakując rywalom w pewnym momencie na dwa gole. Jak się okazało, decydującą bramkę zdobył Sam Coatta, dla którego było to trzecie trafienie w nowych barwach. Amerykański napastnik skomentował występ swojej ekipy w wywiadzie dla mediów klubowych.
– To ciężko wywalczone zwycięstwo w play-offach. Były momenty, kiedy wyglądaliśmy naprawdę dobrze, ale też takie, gdy nasza gra była niechlujna, brzydka. Ale na koniec to my cieszyliśmy się z wygranej i to jest w tym najważniejsze – cieszył się 35-latek.
Unia Oświęcim w trakcie bieżącej kampanii urosła do zespołu znanego z ofensywnej gry. W rundzie zasadniczej podopieczni Roberta Kalabera zdobyli 153 gole – najwięcej w całej lidze. Niedzielne spotkanie w Satelicie również przypominało bardziej bokserską wymianę ciosów. Strzelec czwartego gola zwraca więc uwagę, że rywale swoją dobrą postawą pod przeciwną bramką potrafią wprowadzić sporo zamieszania.
– To dobry zespół. Gdy ruszą do ataku, w naszej tercji obronnej robi się gorąco. To na pewno jeden z aspektów, nad którym powinniśmy jutro bardziej popracować – przyznał Coatta.
W rywalizacji tych dwóch drużyn w tym sezonie niemal w każdym meczu o wygranej decydowały szczegóły. Jedynym odstępstwem od tej reguły było październikowe starcie w Katowicach, kiedy Oświęcimianie wygrali 6:2. Doświadczony gracz, który niedawno wzmocnił GieKSę, zdaje sobie sprawę, że podobnie będzie w całych play-offach i małe elementy mogą mieć duże znaczenie dla ostatecznego rezultatu w tej parze.
– W trakcie meczu jest dużo zagrań, po których może coś się wydarzyć i nigdy nie wiesz, czy to będzie ten decydujący moment. Wydaje mi się, że możemy być w tym lepsi. Powinniśmy brać każdą akcję na chłodno i próbować wygrywać każdą walkę. W końcówce mieliśmy kilka udanych bloków – to często ratuje mecz. Jutro znów detale będą miały duże znaczenie – przyznał autor już trzech punktów dla GieKSy w play-offach.
Sam Coatta po 9 sezonach rozegranych na Starym Kontynencie wrócił za ocean. Czas spędzony w ojczyźnie pod sportowym względem nie był jednak dla niego szczególnie udany. 35-latek nie krył więc radości z faktu, że znów wylądował na europejskich taflach i mógł przypomnieć sobie, jak wygląda klimat hokeja w tej części świata.
– Atmosfera tutaj jest super. Właśnie dla niej chciałem wrócić do europejskiego hokeja. Fani w Europie są niesamowici, dopingują cały czas. To sprawia, że play-offy są tak fajne. Jeśli masz za sobą kibiców, to bawisz się świetnie – mówi jeden z bohaterów niedzielnego pojedynku.
Kolejne spotkanie w tej parze zaplanowano już na poniedziałek. Tym razem o godzinie 18:30 GKS Katowice ponownie podejmie Unię Oświęcim. Druga wygrana dałaby Katowiczanom bez wątpienia spory komfort przed wyjazdowymi meczami w Małopolsce.
