John Murray: Na MŚ bramkarz zawsze musi być liderem!
  Added 2 months ago   Skomentuj
Jacek Kopciński fot. Łukasz Długosz | Planet of Hockey
O wygranej nad Japonią na Mistrzostwach Świata dywizji IB w Tychach, podsumowaniu mistrzowskiego sezonu ligowego oraz przyszłości reprezentacyjnego bramkarza GieKSy rozmawialiśmy z Johnem Murrayem.

Jacek Kopciński: Wygrywacie mecz z Japonią i całe Mistrzostwa Świata dywizji IB. Co było kluczem do tego sukcesu?
John Murray: - Myślę, że pierwszym atutem Japonii, jaki chcieliśmy wyeliminować były przewagi. Na tym turnieju Japończycy stworzyli sobie bardzo dużo okazji strzeleckich podczas gier w przewadze. Pokazali to w pierwszej tercji spotkania z nami. Mieli cztery okazje dogodne do tego, aby zdobyć gola. Pod koniec pierwszej tercji bardzo obawiałem się tego aspektu gry w kolejnych odsłonach spotkania. Na szczęście w drugiej i trzeciej tercji zrobiliśmy to, co musieliśmy zrobić i osłabiliśmy ich zapędy ofensywne w przewagach. 


JK: Obawiałeś się spotkania z Azjatami? W Tychach prezentowali świetną formę…
JM: - Ostatni raz, gdy mierzyliśmy się z Japonią, było to na MŚ w Tallinnie. Już wtedy mieli wielu bardzo utalentowanych zawodników w linii ataku, ale cała ich gra oparta była na ataku. Liczyłem, że w niedzielnym spotkaniu damy radę powtórzyć naszą grę z Estonii i ponownie wbić im kilka goli. Na pewno jednak mecz w Tychach był inny niż się spodziewałem. Japonia zagrała solidny hokej w defensywie i w ataku. 


JK: Po drugiej tercji meczu z Japonią doszło do małej szamotaniny między boksami. Możesz opowiedzieć o tym zajściu?
JM: - Zjeżdżałem już do naszego boksu, gdy zobaczyłem, że “Kruger” (Maciej Kruczek - przyp. red.) został złapany przez któregoś z Japończyków. Po chwili ten zawodnik wyskoczył z boksu na lód i zaczął coś do mnie krzyczeć. Prawdopodobnie wyrażał swoją opinię o mnie, więc odpowiedziałem mu w podobny sposób. Wówczas spróbował mnie zaatakować, a w mojej obronie stanął Bartek Ciura. Ja natomiast zjechałem do szatni, więc nie wiem co było dalej (śmiech). 


JK: Dwa “czyste” konta i tytuł bramkarza turnieju. Czułeś się liderem reprezentacji?
JM: - Myślę, że ja - podobnie jak każdy bramkarz - podczas turnieju takiego jak Mistrzostwa Świata zawsze muszę być liderem. Jeśli chcesz odnieść sukces na takiej imprezie, gdy masz tylko jeden mecz z każdym rywalem, musisz mieć bramkarza, który w danym momencie jest w szczytowej formie i gra najlepiej jak potrafi. 


JK: Za rok zagracie ze zdecydowanie lepszymi rywalami. Jak ustrzec się błędów, które oglądaliśmy w Tychach?
JM: - To na pewno jeden z cięższych aspektów takich imprez. Gdy grasz z mocniejszymi rywalami nastawiasz się mentalnie pod grę z mocniejszym przeciwnikiem i sam grasz lepiej. Mecze z rywalami takimi jak np. Serbia - nie obrażając tych zawodników - są spotkaniami, które wiesz, że wygrasz, więc nie nastawiasz się tak, jak na lepsze drużyny. Mecz z Serbią porównać można do ligowego spotkania z SMS-em, gdzie grasz, będąc bardziej rozluźniony. Gdy rywalizujesz z silnymi ekipami - tak jak my, gdy graliśmy na Słowacji - wiesz, że nadarzająca się okazja do zdobycia gola może się już nie powtórzyć i w każdej chwili musisz dawać z siebie 110% możliwości. 


JK: Za tobą kolejny świetny sezon i kolejne mistrzostwo. Jak podsumujesz ten rok?
JM: - Po czterech latach w Tychach na pewno byłoby mi łatwiej, bo gdy zmieniasz klub, to poniekąd działa to na ciebie “orzeźwiająco”. To nowa okazja, nowa strona książki, którą musisz zapisać. 


JK: Co dalej? Planujesz zostać w Katowicach czy chcesz zmienić otoczenie?
JM: - Szczerze mówiąc jeszcze nie wiem. Prowadzę rozmowy z Katowicami, ale mam też oferty z innych polskich klubów. Wciąż nie jestem pewny swojej przyszłości, czekam na odpowiedź zwrotną z GieKSy.


© 2022 PlanetOfHockey.com

O nas  |  Redakcja  |  Kontakt
Powered by